lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 529

Tymczasem nadjeżdżający zbliżyli się w ciemnościach na kilkadziesiąt kroków.
- Werdo? -zakrzyknął Tyzenhauz.
- Swoi! nie strzelać tam! - zabrzmiał głos pana Kmicica.
W tejże chwili on sam pojawił się przed Tyzenhauzem i nie poznawszy go w ciemności,
spytał:
- A gdzie król?
- Tam, opodal, za wąwozem! - odrzekł uspokojony Tyzenhauz.
- Kto mówi, bo nie można rozeznać?
- Tyzenhauz! A co to takiego wielkiego wieziesz waszmość przed sobą?
To rzekłszy ukazał na jakiś ciemny kształt zwieszający się przed Kmicicem na przodku
kulbaki.
Lecz pan Andrzej nie odpowiedział nic i przejechał mimo. Dotarłszy do orszaku
królewskiego, rozeznał osobę króla, bo za wąwozem daleko było jaśniej, i zawołał:
- Miłościwy panie, wolna droga!
- Nie masz już w Źywcu Szwedów?
- Odciągnęli ku Wadowicom. To był niemiecki oddział najemny. Ot, zresztą jest tu jeden,
sam go, miłościwy panie, wybadaj!
I nagle pan Andrzej cisnął na ziemię z kulbaki ów kształt, który trzymał przed sobą, aż
jęk rozległ się w ciszy nocnej.
- Co to jest? -pytał zdumiony król.
- To? Rajtar!
- Na miły Bóg! Toś i języka przywiózł? Jakże to? Powiadaj!
- Miłościwy panie! Gdy wilk nocą za stadem owiec idzie, łatwo mu jedną sztukę porwać, a
zresztą, żeby prawdę rzec, to mi taka sprawa nie pierwszyzna.
Król ręce do głowy podniósł.
- Ale to żołnierz ten Babinicz, niech go kule biją! Imainujcie, waszmościowie... Widzę,
że mając takich sług, mogę choćby w środek Szwedów jechać!
Tymczasem otoczyli wszyscy rajtara, który jednak nie podnosił się z ziemi.
- Pytaj go, miłościwy panie - odpowiedział nie bez pewnej chełpliwości w głosie Kmicic -
choć nie wiem, czy będzie mógł odpowiadać, bo trochę przyduszon, a nie masz tu, czym by
go przypiec.
- Wlejcie mu gorzałki w gardło - rzekł król.
I istotnie lepiej to lekarstwo pomogło od przypiekania, bo rajtar wkrótce odzyskał siły i
głos. A wówczas pan Kmicic, przyłożywszy mu sztych do gardła, kazał opowiadać całą prawdę.
Zeznał tedy ów jeniec, że należy do regimentu pułkownika Irlehorna, że mieli wiadomość o
przejeździe króla z dragonami, więc napadli na nich koło Suchej, ale wziąwszy wstręt
należyty, musieli się cofnąć do Źywca, skąd pociągnęli do Wadowic i Krakowa, bo takie
mieli rozkazy.
- Zali w górach nie ma innych oddziałów szwedzkich? - pytał po niemiecku Kmicic
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional