lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 528

I spiął konia ostrogami, aby ruszyć naprzód, lecz sam nuncjusz pochwycił za lejce.
- Wasza królewska mość - rzekł z powagą - losy ojczyzny i Kościoła katolickiego dźwigasz
na sobie, więc ci nie wolno osoby swej narażać.
- Nie wolno! -powtórzyli biskupi.
- Nie wrócę na Śląsk, tak mi dopomóż święty Krzyż! -odpowiedział Jan Kazimierz.
- Miłościwy panie! wysłuchaj próśb twych poddanych! - rzekł składając ręce kasztelan
sandomierski. - Jeżeli żadną miarą nie chcesz do cesarskich krajów się nakłonić, to
nawróćmy przynajmniej z tego miejsca i ku granicy węgierskiej się skierujmy albo
przejdźmy nazad ów wąwóz, aby nam powrotu nie przecięto. Tam czekać będziem. W razie
nadejścia nieprzyjaciela w koniach ratunek zostanie, ale przynajmniej nas jako w pułapce
nie zamkną.
- Niechże i tak będzie - rzekł łagodniej król. - Nie odrzucam ja rozumnej rady, ale na
tułactwo drugi raz nie pójdę. Jeśli tędy nie można się będzie przedostać, to indziej się
przedostaniem. Wszelako tak myślę, że waszmościowie na próżno się strachacie. Skoro ci
Szwedzi nas między dragonami szukali, jako ludzie z Źywca mówili, to właśnie dowód, że o
nas nie wiedzą i że zdrady ani zmowy nijakiej nie było. Weźcie, waszmościowie, to na
rozum, jesteście ludzie doświadczeni. Nie zaczepialiby ci Szwedzi dragonów, nie
wystrzeliliby do nich ni razu, gdyby mieli wiadomość, że za dragonami jedziemy.
Uspokójcie się, waszmościowie! Babinicz ze swymi pojechał po wieści i pewnie niebawem
powróci.
To rzekłszy król nawrócił konia ku wąwozowi, za nim towarzysze. Zatrzymali się tam, gdzie
im pierwszy przejezdny góral samę granicę wskazywał.
Upłynął kwadrans, po czym pół godziny i godzina.
- Czy uważacie, wasze dostojności - ozwał się nagle wojewoda łęczycki -iż łuna zmniejsza
się?
- Gaśnie, gaśnie prawie w oczach - odrzekło kilka głosów.
- To dobry znak! -zauważył król.
- Pojadę ja naprzód z kilkunastoma ludźmi - ozwał się Tyzenhauz. - O staję stąd staniemy
i gdyby Szwedzi nadciągali, to ich zatrzymamy na sobie, dopóki nie polegniem. W każdym
razie będzie czas o bezpieczeństwie osoby pańskiej pomyśleć.
- Trzymaj się kupy, zakazuję ci jechać! - rzekł król.
A na to Tyzenhauz:
- Miłościwy panie! każesz mnie później za nieposłuszeństwo rozstrzelać, ale teraz pojadę,
bo tu o ciebie chodzi!
I skrzyknąwszy kilkunastu żołnierzy, którym można było zaufać w każdej potrzebie, ruszył
naprzód. Stanęli u drugiego wyjścia wąwozu w dolinę - i stali cicho z gotowymi
rusznicami, nadstawiając uszu na każdy szelest. Długi czas trwało milczenie, na koniec
doleciał ich chrzęst śniegu tratowanego kopytami.
- Jadą! - szepnął jeden z żołnierzy.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional