lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 519

wyruszył już do granic Rzeczypospolitej. Wielu nawet znacznych senatorów myślało, że
wyjazd istotnie miał miejsce. Gońcy, umyślnie rozesłani, powieźli nowinę do Opola i ku
szlakom granicznym.
Tyzenhauz, chociaż oświadczył, że umywa ręce, nie dał jednak za wygraną; że zaś jako
rękodajny królewski, miał przystęp w każdej chwili do osoby monarchy ułatwiony, tego
samego więc dnia, już po wyruszeniu dragonów, stanął przed obliczem Jana Kazimierza, a
raczej obojga królestwa, bo i Maria Ludwika była obecna.
- Przyszedłem po rozkazy - rzekł - kiedy wyruszamy?
- Pojutrze do dnia -rzekł król.
- Siła ludzi ma jechać?
- Pojedziesz ty, Babinicz, Ługowski, z żołnierzy. Pan kasztelan sandomierski rusza także
ze mną; prosiłem go, by jak najmniej ludzi brał z sobą, ale bez kilkunastu się nie
obejdzie; pewne to i doświadczone szable. Nadto jego świątobliwość nuncjusz chce także mi
towarzyszyć, którego obecność doda powagi sprawie i wszystkich wiernych prawdziwemu
Kościołowi poruszy. Nie waha się przeto swej poświęconej osoby na hazard wyprawić. Ty
pilnuj, aby nie było nad czterdzieści koni, bo tak Babinicz radził.
- Miłościwy panie! - rzekł Tyzenhauz.
- A czego jeszcze chcesz?
- Na kolanach o jednę łaskę błagam. Stało się już... dragoni wyszli... pojedziem bez
obrony... i pierwszy podjazd z kilkudziesięciu koni może nas ogarnąć. Niechże wasza
królewska mość przychyli się do błagania sługi swego, na którego wierność Bóg patrzy, i
niech nie ufa ze wszystkim temu szlachcicowi. Obrotny to człek, skoro się potrafił w tak
krótkim czasie wkraść do serca i łaski waszej królewskiej mości, ale...
- Zali już mu zazdrościsz? - przerwał król.
- Nie zazdroszczę mu, miłościwy panie, nie chcę nawet o zdradę go stanowczo posądzać, ale
przysiągłbym, że nie nazywa się Babinicz. Czemu tedy prawdziwe nazwisko ukrywa? Czemu
jakoś mu niesporo mówić, co robił przed oblężeniem Częstochowy? Czemu zwłaszcza tak
napierał na to, by dragoni naprzód wyszli i by wasza królewska mość bez eskorty jechała?
Król zamyślił się nieco i począł swoim zwyczajem usta raz po raz nadymać.
- Gdyby chodziło o jakowąś zmowę ze Szwedami - rzekł wreszcie - co znaczy trzysta
dragonów! Jakaż to siła i jaka zasłona?... Potrzebowałby tylko ów Babinicz dać znać
Szwedom, aby kilkaset piechoty po drogach zasadzili, to i tak ujęliby nas jako w sieci.
Ale się jeno zastanów, czy tu o zdradzie może być mowa? Musiałby naprzód wiedzieć termin
i mieć czas do ostrzeżenia Szwedów w Krakowie, a jakże to być może, skoro pojutrze
ruszamy? Nie mógł i tego odgadnąć, że pójdziem za jego racjami, bo moglibyśmy tak samo
pójść za twymi albo innych... Z początku było przecie postanowione, że razem z dragonami
ruszymy, więc gdyby chciał się ze Szwedami umawiać, to właśnie takie osobne ruszenie
pomięszałoby mu szyki, gdyż musiałby znowu gońców wysyłać i ostrzegać. Wszystko to są
niezbite racje. A przy tym nie upierał się on wcale przy swoim zdaniu, jak mówisz, jeno
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional