lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 508

- Wtem go odwołano do Millera, a tymczasem przyszło trzech szlachty, niejakich
Kiemliczów, jego żołnierzy, którzy wpierw u mnie służyli. Ci pobili strażników i
odwiązali mnie od belki.
- I uciekliście. Teraz rozumiem! - rzekł król.
- Nie, miłościwy panie. Zaczekaliśmy na powrót Kuklinowskiego. Wówczas ja go kazałem do
tej samej belki przywiązać i lepiej ogniem przypiekłem.
To rzekłszy pan Kmicic, podniecony wspomnieniem, zaczerwienił się na nowo i oczy błysły
mu jak wilkowi.
Lecz król, który łatwo od zmartwienia do wesołości, od powagi do żartu przechodził,
począł bić dłonią w stół i wołać ze śmiechem:
- Dobrze mu tak! Dobrze mu tak! Nie zasłużył taki zdrajca na lepszy traktament!
- Zostawiłem go żywego - odrzekł Kmicic - lecz do rana musiał ostygnąć.
- To sztuka, co swego nie daruje! Więcej nam takich! - wołał król, zupełnie już
rozbawiony. - Sam zaś z tymi żołnierzami tu przybyłeś? Jak ich zowią?
- Kiemlicze; jest ojciec i dwóch synów.
- Mater mea de domo Kiemliczówna est - rzekł z powagą ksiądz kanclerz królowej, Wydżga.
- To widać są Kiemlicze wielcy i mali - odparł wesoło Kmicic - a ci nie tylko są mali,
ale i w rzeczy hultaje, jeno żołnierze okrutni i mnie wierni.
Tymczasem kanclerz Koryciński szeptał coś od niejakiego czasu do ucha księdza arcybiskupa
gnieźnieńskiego, wreszcie rzekł:
- Wielu tu przyjeżdża takich, którzy dla własnej chwalby albo spodziewanej nagrody radzi
klimkiem rzucają. Ci wieści fałszywe i bałamutne przywożą, często i przez nieprzyjaciół
namówieni.
Uwaga ta zmroziła wszystkich obecnych. Kmicica twarz pokryła się purpurą.
- Nie znam ja godności waszmość pana - odrzekł - która jak tuszę, musi być znaczna...
więc nie chcę jej ubliżyć, ale tak myślę, że nie masz takiej godności, która by pozwalała
szlachcicowi bez racji łgarstwo zadawać.
- Człowieku! do kanclerza wielkiego koronnego mówisz! - rzekł pan Ługowski.
Kmicic wybuchnął gniewem:
- Kto mi łgarstwo zadaje, choćby był kanclerzem, temu powiem: łatwiej łgarstwo zadawać
niż gardła nadstawiać, łatwiej pieczętować woskiem niż krwią!
Lecz pan Koryciński nie rozgniewał się wcale, tylko odrzekł:
- Nie zadaję ci kłamstwa, panie kawalerze, ale jeżeli prawda, coś mówił, to powinieneś
mieć bok spalony.
- Pójdźże wasza wielmożność gdzie na stronę, to ci go pokażę! -huknął Kmicic.
- Nie potrzeba -rzekł król - wierzym ci tak!
- Nie może być, miłościwy królu! - zakrzyknął pan Andrzej - sam tego chcę, jak o łaskę o
to proszę, żeby mnie tu nikt, choćby nie wiem jak dostojny, kolorystą nie czynił! źle by
mi się nagrodziła męka, miłościwe państwo! Nie chcę nagrody, chcę, żeby mi wierzono,

Valid XHTML 1.0 Transitional