lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 506

przyjeżdża i tę wieść przynosi!
Czarne oczy królowej spoczęły badawczo na młodej twarzy junaka i widząc jej szczerość,
rozjaśniły się radością; on zaś oddawszy niski ukłon, patrzył także na nią śmiele, jako
prawda i uczciwość patrzeć umieją.
- Moc boska! -rzekła królowa - ciężar okrutny zdjąłeś nam waćpan z serca, i da Bóg, że to
będzie początek odmiany fortuny. Wprostże spod Częstochowy jedziesz?
- Nie spod Częstochowy, ale powiada, że z samego klasztoru, to jeden z obrońców! -
zawołał król. -Złoty gość!... Bodaj tacy co dzień przybywali; ale pozwólcieże mu przyjść
do słowa... Opowiadaj, bracie, opowiadaj, jakeście się bronili i jak was ręka boska
piastowała?
- Pewnie, miłościwi państwo, że nic więcej, jeno opieka boska i cuda Najświętszej Panny,
na które co dzień własnymi oczyma patrzyliśmy.
Tu pan Kmicic zabierał się już do opowiadania, gdy wtem coraz nowi dygnitarze zaczęli się
schodzić. Przyszedł więc nuncjusz papieski, potem ksiądz prymas Leszczyński, za nim
ksiądz Wydżga, złotousty kaznodzieja, który był kanclerzem królowej, a później biskupem
warmińskim, potem zaś jeszcze prymasem. Wraz z nim wszedł kanclerz koronny pan Koryciński
i Francuz de Noyers, przyboczny królowej, za nim nadchodzili kolejno inni dygnitarze,
którzy pana nie opuścili w nieszczęściu, ale woleli z nim gorzki, wygnańczy chleb dzielić
niż wiarę zaprzysiężoną złamać.
Królowi zaś pilno było, więc odrywał się co chwila od posiłku i powtarzał:
- Słuchajcie, wasze moście! słuchajcie, gość z Częstochowy! dobra wieść, słuchajcie!... Z
samej Jasnej Góry!...
Na to dygnitarze spoglądali z ciekawością na Kmicica, stojącego jakoby przed sądem, lecz
on, śmiały z natury i przywykły do obcowania z wielkimi, wcale się widokiem tylu
znamienitych ludzi nie strwożył i gdy zasiedli wszyscy miejsca, począł o całym oblężeniu
opowiadać.
Prawdę znać było w jego słowach, bo mówił jasno, dobitnie, jak żołnierz. który sam na
wszystko patrzył, wszystkiego się dotknął, wszystko przebył. Mówił o księdzu Kordeckim,
jako o proroku świętym, wychwalał pod niebiosa pana Zamoyskiego i pana Czarnieckiego,
wysławiał innych ojców, nikogo, prócz siebie, nie pomijał; lecz całą obronę bez ogródki
Najświętszej Pannie, Jej łasce i cudom przypisywał.
Słuchali go w zdumieniu król i dygnitarze.
Ksiądz pospiesznie wszystko nuncjuszowi tłumaczył, inni panowie za głowy się chwytali,
inni modlili się lub bili w piersi.
Wreszcie, gdy Kmicic doszedł do ostatnich szturmów, gdy począł opowiadać, jak Miller
sprowadził ciężkie działa z Krakowa, a między nimi taką kolubrynę, której nie tylko
częstochowskie, ale żadne w świecie mury oprzeć się nie mogły - cisza uczyniła się jak
makiem siał i wszystkie oczy spoczęły na jego ustach.
Lecz Kmicic urwał nagle i począł oddychać szybko; jasne rumieńce wystąpiły mu na twarz,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional