lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 503

magnackich, a gospody tak pozajmowane, że stary Kiemlicz z największym trudem wystarał
się o kwaterę dla pana Andrzeja u powroźnika mieszkającego już za miastem.
Dzień ten przeleżał pan Andrzej w bólu i w gorączce od oparzenia. Chwilami myślał, że
przyjdzie mu ciężko, obłożnie zachorować. Ale żelazna natura przemogła. Następnej nocy
uczyniło mu się Iżej, a świtaniem ubrał się już i poszedł do farnego kościoła Bogu za
cudowne swe ocalenie podziękować. Szary i śnieżny zimowy ranek zaledwie rozprószył
ciemności. Miasto jeszcze spało, ale przez drzwi kościoła widać już było światło w
ołtarzu i dochodziły go głosy organów.
Kmicic wszedł do środka. Ksiądz przed ołtarzem odprawiał wotywę, w kościele mało jeszcze
było modlących się. W ławkach klęczało kilkanaście postaci z twarzami ukrytymi w
dłoniach, a oprócz nich ujrzał pan Andrzej, gdy oczy jego oswoiły się z ciemnością, jakąś
postać leżącą krzyżem przed samymi stallami, na rozciągniętym na ziemi kobierczyku. Za
nim klęczało dwóch wyrostków o rumianych i prawie anielskich dziecinnych twarzach.
Człowiek ten leżał bez ruchu i tylko z piersi, poruszanych ustawicznie ciężkimi
westchnieniami, można było poznać, że nie śpi, że modli się gorliwie i całą duszą. Kmicic
również pogrążył się w modlitwie dziękczynnej; lecz po ukończonych pacierzach oczy jego
mimo woli zwróciły się na leżącego krzyżem męża i nie mogły się już od niego oderwać, tak
je coś przykuwało do niego. Westchnienia podobne do jęków, głośne w ciszy kościelnej,
wstrząsały ciągle tę postać. Źółte blaski świec zapalonych przed ołtarzem, wraz ze
światłem dziennym, bielejącym w szybach, wydobywały ją z mroku i czyniły coraz widniejszą.
Pan Andrzej zaraz domyślił się z ubioru, że to musi być ktoś znaczny, gdyż i wszyscy
obecni, nie wyłączając księdza odprawiającego wotywę, spoglądali nań ze czcią i
uszanowaniem. Nieznajomy przybrany był cały w czarny aksamit podbity sobolami, tylko na
ramionach miał odwinięty biały koronkowy kołnierz, spod którego przeglądały złote ogniwa
łańcucha; czarny z takimiż piórami kapelusz leżał obok, jeden zaś z paziów, klęczących za
kobierczykiem, trzymał rękawice i szmelcowaną na błękitno szpadę. Twarzy nieznajomego nie
mógł pan Kmicic widzieć, gdyż była ukryta w fałdach kobierczyka, a przy tym zasłaniały ją
zupełnie rozproszone naokoło głowy loki nadzwyczaj obfitej peruki.
Pan Andrzej przysunął się do samej stalli tak, aby gdy nieznajomy się podniesie, mógł
dojrzeć jego twarz. Tymczasem wotywa miała się ku końcowi. Ksiądz śpiewał już Pater
noster. Ludzie, którzy chcieli być na następnej mszy, napływali przez główne drzwi
wchodowe. Kościół zapełnił się z wolna postaciami o podgolonych głowach, przybranymi w
delie, w żołnierskie burki, w szuby i altembasowe kapoty. Uczyniło się dość ciasno.
Wówczas Kmicic trącił w łokieć stojącego obok szlachcica i szepnął:
- Przebacz wasza mość, że go w nabożeństwie inkomoduję, ale ciekawość mocniejsza. Kto też
to jest?
Tu wskazał oczyma na leżącego krzyżem pana.
- Chybaś waść z daleka przyjechał, że nie wiesz, kto to jest? -odparł szlachcic.
- Pewnie, żem z daleka przyjechał, i dlatego pytam, w nadziei, że gdy na kogo
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional