lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 6

większe i mniejsze, stojące lub poopierane na długich półkach dębowych.
W głębi, przy drzwiach, kudłaty Źmudzin huczał gwałtownie żarnami mrucząc pod nosem pieśń
monotonną, panna Aleksandra przesuwała w milczeniu paciorki różańca, prządki przędły, nic
jedna do drugiej nie mówiąc.
Światło płomienia padało na ich młode, rumiane twarze, one zaś z rękoma wzniesionymi ku
kądzielom, lewą podszczypując len miękki, prawą kręcąc wrzeciona, przędły gorliwie jakby
na wyścigi, surowymi spojrzeniami panny Kulwiecówny podniecane. Czasem też spoglądały na
się bystrymi oczkami, a czasem na pannę Aleksandrę, jakby w oczekiwaniu, rychłoli
Źmudzinowi mleć zakaże i pieśń pobożną rozpocznie; ale z robotą nie ustawały i przędły,
przędły; wiły się nici, warczały wrzeciona, migotały druty w ręku panny Kulwiecówny, a
kudłaty Źmudzin w żarna huczał.
Chwilami jednak przerywał robotę, widocznie coś się w żarnach psuło, bo jednocześnie
rozlegał się jego gniewny głos:
- Padłas !
Panna Aleksandra podnosiła głowę, jakby rozbudzona ciszą, która następowała po okrzykach
Źmudzina; wówczas płomień oświecał jej białą twarz i poważne, błękitne oczy, patrzące
spod brwi czarnych.
Była to urodziwa panna o płowych włosach, bladawej cerze i delikatnych rysach. Miała
piękność białego kwiatu. Źałobna suknia dodawała jej powagi. Siedząc przed tym kominem
była tak w myślach pogrążona jak w śnie; zapewne nad dolą własną rozmyślała, gdyż losy
jej były w zawieszeniu.
Testament przeznaczył ją na żonę człowieka, którego nie widziała od lat dziesięciu, a że
dobiegała dopiero dwudziestu, więc pozostało jej tylko niejasne wspomnienie dziecinne
jakiegoś burzliwego wyrostka, który za czasu swego pobytu z ojcem w Wodoktach więcej z
rusznicą po bagnach latał, niż na nią patrzył.
?Gdzie on jest i jaki on jest teraz?" - oto pytania, które cisnęły się na myśl poważnej
pannie.
Znała go wprawdzie jeszcze z opowiadań nieboszczyka podkomorzego, który na cztery lata
przed śmiercią przedsięwziął był daleką i trudną podróż do Orszy. Otóż, wedle tych
opowiadań, miał to być ?wielkiej fantazji kawaler, choć gorączka okrutny". Po owym
układzie o małżeństwo dzieci zawartym między starym Billewiczem a Kmicicem ojcem, miał ów
kawaler przyjechać zaraz do Wodoktów akomodować się pannie; tymczasem wybuchła wielka
wojna i kawaler zamiast do panny pociągnął na pola beresteckie. Tam postrzelon, leczył
się w domu; potem ojca schorzałego i bliskiego śmierci pilnował; potem znów była wojna -
i tak zeszły owe cztery lata. Teraz od śmierci starego pułkownika upłynął już kawał
czasu, a o Kmicicu słuch przepadł.
Miała tedy o czym rozmyślać panna Aleksandra, a może tęskniła do nieznanego. W sercu
czystym, właśnie dlatego, że jeszcze miłości nie zaznało, nosiła wielką gotowość do
kochania. Iskry tylko trzeba było, żeby na tym ognisku rozpalił się płomień spokojny, ale

Valid XHTML 1.0 Transitional