lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 494

- Dla Boga! jakie to może mieć znaczenie?... Biją się w środku czy co?! -wołał Miller -
nie rozumiem!
- Ja to waszej dostojności wytłumaczę - rzekł Zbrożek - dziś święty Szczepan, imieniny
panów Zamoyskich, ojca i syna, na ich to cześć strzelają.
Wtem i okrzyki wiwatowe doszły z fortecy, a za nimi nowe salwy.
- Dość mają prochów! - rzekł ponuro Miller. - To nowa dla nas wskazówka.
Lecz los nie oszczędził mu i drugiej, bardziej bolesnej wskazówki. Oto żołnierze szwedzcy
tak już byli zniechęceni i na duchu upadli, że na odgłos strzałów fortecznych oddziały
pilnujące najbliższych szańców opuściły je w popłochu.
Miller widział cały jeden regiment wybornych strzelców smalandzkich, który w zamieszaniu
schronił się aż pod jego kwaterę; słyszał także, jak oficerowie powtarzali między sobą na
ten widok:
- Czas, czas, czas odstąpić!
Lecz powoli uspokoiło się wszystko - jedno wrażenie pognębiające zostało. Wódz, a za nim
podkomendni weszli znów do izby i czekali, czekali niecierpliwie; nawet nieruchoma aż
dotąd twarz Wrzeszczowicza zdradzała niepokój.
Na koniec brzęk ostróg rozległ się w sieni i wszedł trębacz, cały zarumieniony od mrozu,
z wąsami okrytymi szronem oddechu.
- Odpowiedź z klasztoru! - rzekł oddając sporą paczkę, obwiniętą w chustkę kolorową,
związaną sznurkiem.
Millerowi drżały nieco ręce i wolał przeciąć sznurek puginałem niż odwiązywać go z wolna.
Kilkanaście par oczu utkwionych było nieruchomie w paczkę, oficerowie oddech wstrzymali.
Jenerał odwinął jeden skład chusty, drugi, trzeci i odwijał coraz spieszniej, aż wreszcie
na stół wypadła paczka opłatków.
Wówczas pobladł i choć nikt nie potrzebował objaśnienia, co znajdowało się w chustce,
rzekł:
- Opłatki !...
- Nic więcej? -spytał ktoś z tłumu.
- Nic więcej -odpowiedział jak echo jenerał.
Nastała chwila milczenia, przerywana tylko głośnymi oddechami, czasem też rozległ się
zgrzyt zębów, czasem trzaśnięcie rapierem.
- Panie Wrzeszczowicz - rzekł wreszcie Miller strasznym i złowrogim głosem.
- Nie ma go już! -odpowiedział jeden z oficerów.
I znów nastało milczenie.
Natomiast w nocy zapanował ruch w całym obozie. Ledwie światła dzienne zagasły, słychać
było głosy komendy, przebieganie znacznych oddziałów jazdy, odgłos regularnych kroków
piechoty, rżenie koni, skrzyp wozów, głuchy turkot dział, zgrzytanie żelastwa, dźwięk
łańcuchów, szum, gwar i wrzenie.
- Czy nowy szturm na jutro? - mówili strażnicy przy bramach.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional