lektory on-line

Krzyżacy - Strona 494

z poszczerbioną bronią, bez głosu w piersi, rwali się jednak w zapamiętaniu polscy
rycerze ku najgęstszym kupom Niemców, a ci poczęli to zdzierać konie, to oglądać się za
siebie, jakby chcąc wiedzieć, czy nie zamknęły się jeszcze te żelazne cęgi, które
obejmowały ich coraz okropniej, i ustępowali z wolna, ale ciągle, jakby pragnąc wydostać
się nieznacznie z morderczego skrętu. A wtem od strony lasu zagrzmiały naraz nowe
okrzyki. To właśnie Zyndram wprowadził i puścił kmieciów do boju. Zazgrzytały wnet po
żelazie kosy, zagrzmiały pod cepami pancerze, trup jął padać coraz gęstszy, krew lała się
strumieniem na zdeptaną ziemię i bitwa stała się jak jeden płomień niezmierny, gdyż
Niemcy, poznawszy, że tylko w mieczu ratunek, poczęli się bronić rozpaczliwie.
I zmagali się tak jeszcze w niepewności zwycięstwa, dopóki olbrzymie kłęby kurzawy nie
wzbiły się niespodzianie po prawej stronie bitwy.
- Litwa wraca! - huknęły radośnie głosy polskie. I odgadli. Litwa, którą łatwiej było
rozbić niż zwyciężyć, wracała teraz i z wrzawą nieludzką pędziła jak wicher na swych
ścigłych koniach do boju.
Wówczas kilku komturów, a na ich czele Wemer von Tettingen, przyskoczyło do mistrza.
- Ratuj się, panie! - wołał pobladłymi usty komtur Elbląga. -Ratuj siebie i Zakon, póki
się koło nie zawrze.
Ale rycerski Ulryk spojrzał na niego ponuro i wzniósłszy rękę ku niebu, zawołał:
- Nie daj Bóg, abym ja opuścił to pole, na którym tylu mężnych poległo! Nie daj Bóg!
I krzyknąwszy na ludzi, aby szli za nim, rzucił się w war bitwy. Nadbiegła tymczasem
Litwa i stał się taki zamęt, taki wir i kotłowanie, że oko ludzkie nic już w nich
rozróżnić nie mogło.
Mistrz, uderzon ostrzem litewskiej sulicy w usta i dwukrotnie raniony w twarz, odbijał
przez jakiś czas mdlejącą prawicą ciosy; wreszcie, pchnięty rohatyną w szyję, zwalił się
jak dąb na ziemię.
Mrowie przybranych w skóry wojowników pokryło go zupełnie.
Wemer Tettingen z kilku chorągwiami pierzchł, lecz naokół wszystkich pozostałych chorągwi
zamknęło się żelazne koło wojsk królewskich. Bitwa zmieniła się w rzeź i w klęskę
krzyżacką tak niesłychaną, że w całych dziejach ludzkich mało zdarzyło się podobnych.
Nigdy też w czasach chrześcijańskich, od walki Rzymian i Gotów z Attylą i Karła Młota z
Arabami, nie walczyły z sobą wojska tak potężne. Ale teraz jedno z nich leżało już po
większej części jak zżęty łan zboża. Poddały się te chorągwie, które ostatnie wprowadził
do boju mistrz. Chełmińczycy pozatykali w ziemię proporce. Inni niemieccy rycerze
pozeskakiwali z koni na znak, że chcą iść w niewolę, i poklękali na obluzganej krwią
ziemi. Cała chorągiew świętego Jerzego, pod którą służyli goście zagraniczni, uczyniła
razem ze swym dowódcą to samo.
Lecz bitwa trwała jeszcze, albowiem wiele chorągwi krzyżackich wolało umierać niż błagać
o litość i o niewolę. Zbili się teraz Niemcy wedle swego wojennego zwyczaju w ogromne
kolisko i bronili się tak, jak broni się stado dzików, gdy je gromady wilków otoczą.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional