lektory on-line

Krzyżacy - Strona 493

Mistrz minął już orszak królewski i biegł ku głównej bitwie, bo co mu tam znaczyła jakaś
garstka rycerzy stojących na uboczu, między którą nie domyślał się i nie rozpoznał króla!
Ale spod jednej chorągwi oderwał się olbrzymi Niemiec i czy to poznawszy Jagiełłę, czy
też znęcony srebrzystą zbroją królewską, czy wreszcie chcąc popisać się odwagą rycerską,
schylił głowę, wyciągnął kopię i skoczył wprost na króla.
Król zaś spiął ostrogami konia i nim go zdołano zatrzymać, skoczył także ku niemu. I
byliby się niechybnie starli śmiertelnie, gdyby nie ten sam Zbigniew z Oleśnicy, młody
sekretarz królewski, zarówno biegły w łacinie, jak i w rycerskim rzemiośle. Ten, mając
ziomek kopii w ręku, zajechał Niemca z boku i grzmotnąwszy go w łeb, skruszył mu hełm i
zwalił na ziemię. "W tej chwili sam król uderzył go ostrzem w odkryte czoło i własną ręką
zabić go raczył".
Tak zginął sławny rycerz niemiecki, Dypold Kikieritz von Dieber. Konia jego pochwycił
kniaź Jamont, a on sam leżał śmiertelnie porażon, w swej białej jace na stalowej zbroi i
w pozłocistym pasie. Oczy zaszły mu bielmem, lecz nogi kopały jeszcze czas jakiś ziemię,
póki największa ludzka uspokoicielka, śmierć, nie pokryła mu nocą głowy i nie uspokoiła
go na zawsze.
Skoczyli rycerze spod chełmińskiej chorągwi, chcąc pomścić śmierć towarzysza, lecz sam
mistrz zabiegł im drogę i krzycząc:
Herum! herum! - zaganiał ich tam, gdzie miały rozstrzygnąć się losy tego krwawego dnia,
to jest do głównej bitwy.
I znów zdarzyła się rzecz dziwna. Oto najbliżej od pola stojący Mikołaj Kiełbasa poznał
wprawdzie nieprzyjaciół, ale w kurzawie nie poznały ich inne polskie chorągwie i myśląc,
że to Litwa wraca do boju, nie pośpieszyły na ich przyjęcie.
Dopiero wyskoczył Dobko z Oleśnicy naprzeciw pędzącego w przedzie wielkiego mistrza i
poznał go po płaszczu, po tarczy i po złotym wielkim relikwiarzu, który on nosił na
piersiach, na pancerzu. Ale nie śmiał uderzyć kopią polski rycerz w relikwiarz, choć
niezmiernie siłą mistrza przewyższał, więc ów podbił mu ostrze do góry, zranił nieco
konia, po czym, minąwszy się, zatoczyli koło i rozbiegli się, każdy ku swoim. -Niemce!
Sam mistrz! - zakrzyknął Dobko. Usłyszawszy to, kopnęły się z miejsca największym pędem
ku wrogom chorągwie polskie. Pierwszy uderzył ze swymi Mikołaj Kiełbasa i znów rozgorzała
bitwa.
Lecz czy to, że rycerstwo ziemi chełmińskiej, między którymi wielu było ludzi polskiej
krwi, nie uderzyło szczerze, czy też, że zaciekłości Polaków nic już nie mogło
powstrzymać, dość że ten nowy napad nie wywarł takiego skutku, jakiego się mistrz
spodziewał. Zdawało mu się bowiem, że to będzie ostatni cios zadany potędze królewskiej,
a tymczasem spostrzegł wkrótce, że to Polacy prą, idą naprzód, biją, rażą, biorą jakoby w
żelazne cęgi te hufce, a jego rycerstwo raczej się broni, niż naciera.
Próżno zachęcał głosem, próżno zapędzał mieczem w bój. Bronili się wprawdzie i bronili
mocno, ale nie było w nich ni tego rozmachu, ni tego zapału, który porywa wojska
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional