lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 489

- Dobrze! - mówili mu. - Czemu macie nas szczędzić? Prędzej pójdziem do nieba!
Ten zaś, który wręczał posłańcowi list z odpowiedzią, rzekł mu:
- Nie traćcie próżno słów i czasu!... Samych was nędza gryzie, a nam, chwała Bogu, na
niczym nie zbywa. Ptaki nawet od was uciekają.
W ten sposób spełzł na niczym ostatni fortel Wrzeszczowicza.
A gdy upłynął jeszcze dzień, okazało się zupełnie dowodnie, jak czczymi były obawy
oblężonych, i spokój powrócił w klasztorze.
Nazajutrz zacny mieszczanin częstochowski, Jacek Brzuchański, podrzucił znowu list
ostrzegający o szturmie, lecz zarazem o wyruszeniu Jana Kazimierza ze Śląska i o
powstaniu całej Rzeczypospolitej przeciw Szwedom. Zresztą miał to być, według wieści
krążących za murami, szturm ostatni.
Brzuchański podrzucił list wraz z workiem ryb dla księży na Wilię, a zbliżył się do murów
przebrany za szwedzkiego żołnierza.
Na nieszczęście, poznano go i schwytano. Miller kazał go rozciągnąć na torturach; lecz
starzec miał w czasie mąk widzenia niebieskie i uśmiechał się słodko jak dziecię, a
zamiast bólu malowała się na jego twarzy niewysłowiona radość. Jenerał sam był obecny
przy katuszy, jednakże zeznań żadnych z męczennika nie wydobył; wydobył tylko rozpaczliwe
przekonanie, że tych ludzi nic nie zachwieje, nic ich nie złamie, i zniechęcił się do
reszty.
Tymczasem nadeszła stara żebraczka Kostucha z listem od księdza Kordeckiego, proszącym
pokornie, aby zawieszono szturm na czas nabożeństwa w dniu Bożego Narodzenia. Straże i
oficerowie przyjęli żebraczkę ze śmiechami i z urąganiem z takiego posła, lecz ona wręcz
im odrzekła:
- Nikt inny nie chciał pójść, bo wy posłów jako zbóje traktujecie, a ja się za kawałek
chleba podjęła... Niedługo mi już na świecie, więc się was nie boję, a jeśli nie
wierzycie, to macie mnie w ręku.
Lecz nie uczyniono jej nic złego. Co więcej, Miller, pragnąc raz jeszcze drogi zgody
próbować, przystał na żądanie przeora; przyjął nawet okup za nie domęczonego Jacka
Brzuchańskiego; odesłał za jedną drogą i ową część srebra znalezionego przez pachołków
szwedzkich. To ostatnie uczynił na złość Wrzeszczowiczowi, który po chybionym fortelu z
minami w nową popadł niełaskę.
Przyszedł wreszcie wieczór wigilijny. O pierwszej gwiaździe zamigotały światła i
światełka w całej fortecy. Noc była spokojna, mroźna, lecz pogodna. Szwedzcy żołnierze,
kostniejąc z zimna na szańcach, poglądali z dołu na czarne mury niedostępnej fortecy i na
myśl przychodziły im ciepłe, mchami utkane chaty skadynawskie, żony, dzieci, choinowe
drzewka płonące od świeczek, i niejedna żelazna pierś wezbrała westchnieniem, żalem,
tęsknotą, rozpaczą. A w twierdzy, przy stołach okrytych sianem, oblężeni łamali się
opłatkami. Cicha radość płonęła na wszystkich twarzach, bo każdy miał przeczucie, pewność
prawie, że czasy niedoli miną już rychło.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional