lektory on-line

Krzyżacy - Strona 485

których przelatywał Zyndram z Maszko-wic i Witold. Ten ostatni bez hełmu na głowie, w
świetnej zbroi, podobny do złowrogiej gwiazdy lub do gnanego wichrem płomienia.
Rycerze nabierali tchu w piersi i osadzali się mocniej w siodłach.
Bitwa miała tuż, tuż nastąpić.
Mistrz spoglądał tymczasem na wojska królewskie, które wysuwały się z boru.
Patrzał długo na ich ogrom, na rozpostarte jakby u olbrzymiego ptaka skrzydła, na
poruszaną wiatrem tęczę chorągwi i nagle serce mu się ścisnęło jakimś nieznanym,
strasznym uczuciem. Może ujrzał oczyma duszy stosy trupów i rzeki krwi. Nie lękając się
ludzi, może zląkł się Boga trzymającego już tam na wysokościach niebios szale
zwycięstwa...
Po raz pierwszy przyszło mu na myśl, jaki to okropny nastał dzień, i po raz pierwszy
uczuł, jaką niezmierną odpowiedzialność wziął na swoje ramiona.
Więc twarz mu pobladła, wargi poczęły drżeć, a z oczu puściły się obfite łzy. Komturowie
ze zdziwieniem spoglądali na swego wodza.
- Co wam jest, panie? - zapytał hrabia Wende.
- Zaiste stosowna to do łez pora! - ozwał się okrutny Henryk, komtur człuchowski.
A wielki komtur Kuno Lichtenstein wydął wargi i rzekł:
- Otwarcie naganiam ci to, mistrzu, bo ci teraz podnosić serca rycerzy, nie zaś osłabiać
przystoi. Zaprawdę, nie takiegośmy cię przedtem widywali.
Lecz mistrzowi wbrew wszelkim wysiłkom spływały tak ciągle łzy na czarną brodę, jakby w
nim płakał kto inny.
Wreszcie pohamował się nieco i zwróciwszy surowe oczy na komturów, zawołał:
- Do chorągwi!
Więc skoczyli każdy do swojej, bo bardzo potężnie przemówił, a on wyciągnął rękę do
giermka i rzekł:
- Daj mi hełm.
Już serca w obu wojskach biły jak młoty, ale trąby nie dawały jeszcze znaku do boju.
Nastała cięższa może od samej bitwy chwila oczekiwania. Na polu między Niemcami a armią
królewską wznosiło się od strony Tannenberga kilka odwiecznych dębów, na które powłazili
chłopi miejscowi, aby patrzeć na zapasy tych wojsk tak olbrzymich, jakich od
niepamiętnych czasów świat nie widział. Lecz prócz tej jednej kępy całe to pole było
puste, szare, przeraźliwe, do obumarłego stepu podobne. Chodził tylko po nim wiatr, a nad
nim unosiła się cicho śmierć. Oczy rycerzy zwracały się mimo woli na tę złowrogą,
milczącą równinę. Przelatujące po niebie chmury przesłaniały od czasu do czasu słońce, a
wówczas padał na nią mrok śmiertelny.
Wtem wstał wicher. Zaszumiał w lesie, oberwał tysiące liści, wpadł na pole, chwycił suche
źdźbła traw, wzbił tumany kurzawy i poniósł je w oczy wojsk krzyżackich. W tej również
chwili wstrząsnął powietrzem przeraźliwy głos rogów, krzywuł, piszczałek, i całe skrzydło
litewskie zerwało się na kształt niezmiernego stada ptactwa do lotu. Poszli od razu wedle
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional