lektory on-line

Faraon - Strona 49

- Och, nie!... wreszcie to przejdzie...
Potem zawołał Tutmozisa i Murzyna i kazał opowiedzieć wypadki wieczorne.
- On nas obronił - rzekła Sara. - Stanął z toporem w drzwiach...
- Zrobiłeś tak?... - spytał książę niewolnika, bystro patrząc mu w oczy.
- Czyliż miałem pozwolić, ażeby do twego domu, panie, wdzierali się obcy ludzie?
Książę poklepał go po kędzierzawej głowie.
- Postąpiłeś - rzekł - jak człowiek mężny. Daję ci wolność. Jutro dostaniesz
wynagrodzenie i możesz wracać do swoich.
Murzyn zachwiał się i przetarł oczy, których białka połyskiwały. Nagle upadł na kolana i
uderzając czołem w posadzkę zawołał:
- Nie odpędzaj mnie od siebie, panie!...
- Dobrze - odparł następca. - Zostań przy mnie, ale jako wolny żołnierz. Takich mi
właśnie potrzeba - dodał patrząc na Tutmozisa. -Ten nie umie mówić jak dozorca domu
ksiąg, ale gotów walczyć...
I znowu zaczął wypytywać o szczegóły najścia, a gdy Murzyn opowiedział mu o zjawieniu się
kapłana i jego cudzie, książę schwycił się za głowę wołając:
- Jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem w Egipcie!... Niedługo nawet w moim łóżku będę
znajdować kapłanów... Skąd on?... Co on za jeden`?...
Tego Murzyn nie umiał objaśnić. Powiedział jednak, że zachowanie się kapłana było bardzo
życzliwe dla księcia i dla Sary; że napadem kierowali nie Egipcjanie, ale ludzie, których
kapłan nazwał wrogami Egiptu i bezskutecznie wzywał ich, aby wystąpili naprzód.
- Dziwy!... Dziwy!... - mówił w zamyśleniu książę rzuciwszy się na łóżko. - Mój czarny
niewolnik jest dzielnym żołnierzem i pełnym rozsądku człowiekiem... Kapłan broni Źydówki
dlatego, że jest moją... Co to za osobliwy kapłan?... Lud egipski, który klęka przed
psami faraona, napada na dom następcy tronu, pod dowództwem jakichś wrogów Egiptu?...
Muszę ja to sam zbadać...
ROZDZIAŁ JEDENASTY
Skończył się miesiąc Tot i zaczynał miesiąc Paofi, druga połowa lipca. Woda Nilu z
zielonkawej zrobiła się białą, a potem czerwoną i wciąż przybierała. Królewski wodowskaz
w Memfisie był zapełniony prawie na wysokość dwu ludzi, a Nil rósł co dzień na dwie
pięści. Najniższe grunta były zalane, z wyższych śpiesznie zbierano len, winogrona i
pewien rodzaj bawełny. Gdzie z rana było jeszcze sucho, tam ku wieczorowi pluskały fale.
Zdawało się, że gwałtowny, choć niewidzialny wicher dmie w głębi rzeki. Orze na niej
szerokie zagony, wypełnia pianą bruzdy, potem na chwilę wygładza powierzchnię wody, a po
chwili skręca ją w przepaściste wiry. Znowu orze, znowu wygładza, skręca nowe góry wody,
nowe smugi pian i wciąż podnosi szeleszczącą rzekę, wciąż zdobywa nowe płaty ziemi.
Niekiedy woda dosięgnąwszy pewnej granicy przekracza ją, w okamgnieniu wlewa się w nizinę
i tworzy błyszczące jeziorko tam, gdzie przed chwilą rozsypywały się w proch zwiędłe
trawy. Choć przybór dosięgnął ledwie trzeciej części swej miary, już całe wybrzeże było
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional