lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 473

- Co za sprawa? kiej diabeł?
- Jenerał prosi, by wasza miłość natychmiast do niego pojechał.
- Kto był od jenerała?
- Był szwedzki oficer, już odjechał. Ledwie tchu z konia nie wyparł!
- Dobrze! - rzekł Kuklinowski.
Po czym zwrócił się do Kmicica:
- Było ci ciepło, ochłodnij teraz, robaczku, ja wrócę niebawem, pogawędzimy jeszcze!
- A co z jeńcem uczynić? - zapytał jeden z żołnierzy.
- Zostawić go tak. Zaraz wracam. Niech jeden jedzie za mną!
Pułkownik wyszedł, a z nim razem ów żołnierz, który poprzednio siedział na belce. Zostało
tylko trzech, ale niebawem trzech nowych weszło do stodoły.
- Możecie iść spać - rzekł ów, który Kuklinowskiemu o rozkazie Millera doniósł - nam
pułkownik polecił straż trzymać.
Kmicic drgnął na dźwięk tego głosu. Wydało mu się że go zna.
- Wolimy zostać -odrzekł jeden z trzech pierwszych żołnierzy - żeby na dziwo patrzeć, bo
takiego...
Nagle urwał.
Jakiś straszny, nieludzki głos wydobył mu się z gardzieli, podobny do piania zarzynanego
koguta. Ręce rozłożył i padł jak gromem rażony.
Jednocześnie krzyk: ?Prać!", rozległ się w stodółce i dwaj inni nowo przybyli rzucili się
na, kształt rysiów na dwóch dawniejszych. Zawrzała walka, straszna, krótka, oświecona
blaskami płonącej maźnicy. Po chwili dwa ciała padły w słomę, przez sekundę jeszcze
słychać było rzężenie konających, po czym rozległ się ów głos, który Kmicicowi poprzednio
wydał się znanym:
- Wasza miłość, to ja, Kiemlicz, i moi synowie! My od rana już czekali na sposobność. Od
rana wypatrujem!
Tu stary zwrócił się do synów:
- Nuże, szelmy; odciąć pana pułkownika, duchem, żywo!
I nim Kmicic zdołał zrozumieć, co się dzieje, pojawiły się koło niego dwie rozczochrane
czupryny Kosmy i Damiana, podobne do dwóch olbrzymich kądzieli. Wnet więzy były rozcięte
i Kmicic stanął na nogach. Zachwiał się z początku. Ściągnięte jego wargi zaledwie
zdołały wymówić:
- To wy?... Dziękuję...
- To my! -Odrzekł straszny starzec. - Matko Boska! o!... niech się wasza miłość ubiera.
Źywo, szelmy!
I począł Kmicicowi podawać ubranie.
- Konie stoją za wierzejami - mówił. - Stąd droga wolna. Straże są; może by nie wpuściły
nikogo, ale wypuścić, wypuszczą. Wiemy hasło. Jak się wasza miłość czuje?
- Bok mi przypiekł, ale jeno trochę. W nogach mi słabo...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional