lektory on-line

Krzyżacy - Strona 465

strasznym wrogiem całego plemienia i że nie zakwitnie w potędze, w spokoju i pracy
Królestwo, póki wedle słów świętej Brygidy, nie będą wyłamane Krzyżakom zęby i nie będzie
odcięta im prawa ręka.
W Krześni zaś szczególnie otaczano Maćka i Zbyszka, jako ludzi znających Zakon i
świadomych wojny z Niemcami. Wypytywano się ich nie tylko o nowiny, ale i sposoby na
Niemców: jak najlepiej w nich bić, jak mają zwyczaj się potykać, w czym od Polaków wyżsi,
a w czym niżsi i czy po skruszeniu kopii łatwiej na nich zbroje łamać toporem czyli też
mieczem. Oni zaś byli istotnie tych rzeczy świadomi, więc słuchano ich z wielką uwagą,
tym bardziej że było przekonanie powszechne, że wojna to nie będzie łatwa, że przyjdzie
się mierzyć z najprzedniejszym rycerstwem wszelkich krajów i nie poprzestawać na tym, że
tu i owdzie pokołacze się nieprzyjaciela, jeno uczynić to rzetelnie do "cna" albo też
zginąć z kretesem. Mówili tedy między sobą włodykowie:
"Skoro trzeba, to trzeba - ich śmierć albo nasza". I pokoleniu, które w duszach nosiło
poczucie przyszłej wielkości, nie odbierało to ochoty, owszem! rosła ona z każdą godziną
i dniem, ale przystępowano do dzieła bez próżnej chwalby i chełpliwości, a raczej z
pewnym zawziętym skupieniem i z gotową na śmierć powagą. - Nam alibo im śmierć pisana.
Ale tymczasem czas upływał i dłużył się, a wojny nie było. Mówiono wprawdzie o niezgodach
między królem Władysławem a Zakonem - i jeszcze o ziemi dobrzyńskiej, choć była już przed
laty wykupiona, i o sporach nadgranicznych, o jakowymś Drezdenku, o którym wielu po raz
pierwszy w życiu słyszało, a o które spierały się jakoby obie strony, ale wojny nie było.
Niektórzy poczęli nawet już wątpić, czy będzie, bo przecie spory bywały zawsze, ale
kończyło się zwykle na zjazdach, układach i wysyłaniu poselstw. Owóż rozeszła się wieść,
że i teraz przyjechali jacyś posłowie krzyżaccy do Krakowa, a polscy udali się do
Malborga. Poczęto mówić o pośrednictwie królów czeskiego i węgierskiego, a nawet samego
papieża. Z dala od Krakowa nie wiedziano niczego dokładnie, więc rozmaite, a często
dziwaczne i niepodobne chodziły między ludźmi słuchy, ale wojny nie było.
W końcu i sam Maćko, za którego pamięci niemało przeszło gróźb wojennych i układów - nie
wiedział, co o wszystkim myśleć, i wybrał się do Krakowa, aby jakiejś pewniejszej wieści
zasięgnąć. Zabawił tam niedługo, bo szóstego tygodnia był już z powrotem - i wrócił z
twarzą wielce wyjaśnioną. Gdy zaś w Krześni otoczyła go jak zwykle ciekawa nowin
szlachta, na liczne pytania odpowiedział im pytaniem:
- A groty u kopij i topory macie wyostrzone?
- Albo co? Nuże! Na rany boskie! Jakie nowiny? Kogoście widzieli? - wołano ze wszystkich
stron.
- Kogo widziałem? Zyndrama z Maszkowic! A jakie nowiny? Takie, że pono wraz konie siodłać
przyjdzie.
- Prze Bóg! Jakże to? Powiadajcie!
- A słyszeliście o Drezdenku?
- Jużci, żeśmy słyszeli. Ale zameczek to, jakich wiele, i ziemi bogdaj tam nie więcej
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional