lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 462

I chwyciwszy Kmicica za szyję mówił dalej:
- Dajże gęby za samą ochotę, dajże gęby!
- Pokażcie inne remedium, to nie pójdę - rzekł Kmicic - ale widzi mi się, że jakoś tam
sobie poradzę. I pamiętajcie o tym, że ja po niemiecku gadam, jakobym klepką i wańczosami
w Gdańsku handlował. To siła znaczy, bo bylem przebranie miał, niełatwo odkryją, żem nie
z ich obozu. Ale tak myślę, że tam nikt przed wylotem armaty nie stoi, bo niezdrowo, i że
robotę zrobię, nim się obejrzą.
- Panie Czarniecki, co o tym waszmość sądzisz? - spytał nagle przeor.
- Na stu jeden chyba powróci z takiej imprezy - odrzekł pan Piotr - ale audaces fortuna
juvat!
- Bywało się w gorszych opałach - rzekł Kmicic - nic mi nie będzie, bo takie moje
szczęście! Ej, ojcze kochany, i co za różnica ! Dawniej człek dla pokazania się, dla
próżnej sławy lazł w hazard, a teraz na cześć Najświętszej Panny. Choćby też i przyszło
nałożyć głową, co mi się nie widzi, powiedzcie sami: możnali komu chwalebniejszej śmierci
życzyć, jak owo za taką sprawę?...
Ksiądz długo milczał, na koniec rzekł:
- Perswazją, prośbami, błaganiem bym cię wstrzymywał, gdybyś sobie jeno do sławy słać
drogę pragnął, ale masz słuszność, że tu chodzi o cześć Najświętszej Panny, o ten święty
przybytek, o kraj cały! A ty, mój synu, czyli szczęśliwie wrócisz, czyli palmę
osiągniesz, sławę, szczęście najwyższe, zbawienie osiągniesz. Przeciw sercu powiadam ci
więc! idź, ja cię nie wstrzymuję!... Modlitwy nasze, opieka boska pójdą z tobą...
- W takiej kompanii pójdę śmiele i rad zginę!
- A wracaj, żołnierzyku boży, a wracaj szczęśliwie, bośmy cię tu pokochali szczerze.
Niechże cię Rafał święty prowadzi i odprowadzi, moje dziecko, mój synaczku kochany!...
- To ja zaraz przygotowania poczynię - rzekł wesoło pan Andrzej ściskając księdza -
przebiorę się po szwedzku w kolet i koliste buty, prochy naładuję, a wy tymczasem, ojcze,
egzorcyzmy jeszcze na tę noc wstrzymajcie, bo mgła potrzebna Szwedom, ale potrzebna i
mnie.
- A nie chceszli wyspowiadać się przed drogą?
- Jakżeby inaczej! Bez tego bym nie poszedł, bo diabeł by miał przystęp do mnie.
- To od tego zacznij.
Pan Piotr wyszedł z celi, a Kmicic klęknął przy księdzu i oczyścił się z grzechów. Potem
zaś, wesoły jak ptak, poszedł czynić przygotowania.
W godzinę, dwie później, wśród głębokiej już nocy, zapukał znowu do celi księdza przeora,
gdzie pan Czarniecki czekał także na niego.
Obaj z księdzem ledwie go poznali, taki z niego był Szwed wyśmienity. Wąsy podkręcił pod
oczy i rozczapierzył na końcach, nałożył kapelusz na bakier i wyglądał zupełnie na
jakiegoś rajtarskiego oficera znakomitego rodu.
- Dalibóg, aż człek mimo woli za szablę ima na jego widok! - rzekł pan Piotr.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional