lektory on-line

Krzyżacy - Strona 459

przeczył, gdy ludzie mówili, że ma szczęsną rękę. W rok po bliźniętach przyszedł znowu na
świat chłopak, którego Jagienka, na cześć i dla pamięci swego rodzica, nazwała Zychem.
Maćko przyjął go z radością i nie zatroszczył się tym bynajmniej, że gdyby tak miało
pójść dalej, majętność z takim trudem i zabiegliwością zebrana musiałaby się rozdrobnić:
"Bo co my mieli? - mówił o tym pewnego razu do Zbyszka. - Nic! a przecie Bóg przysporzył.
Stary Pakosz z Sulisławic - mówił -ma jedną wieś, synów zaś dwudziestu dwóch, a przecie
głodem nie przymierają. Małoż to jest ziem w Królestwie i na Litwie? Małoż to wsi i
zamków w psubrackich rękach Krzyżaków? Hej! nuż-by tak Pan Jezus zdarzył! Byłoby godne
pomieszczenie, bo tam zamki całe z cegły czerwonej, z których by kasztelanie nasz
miłościwy król poczynił". I była to rzecz godna uwagi, że Zakon stał przecie na szczycie
potęgi, że bogactwy, siłą, mnogością ćwiczonych wojsk wszystkie zachodnie królestwa
przewyższał, a jednak ten stary rycerz myślał o zamkach krzyżackich jako o przyszłych
siedzibach dla swoich wnuków. I wielu zapewne tak samo myślało w Królestwie Jagiełłowym,
nie tylko dlatego, że to były stare polskie ziemie, na których Zakon siedział, ale i w
poczuciu tej siły potężnej, która burząc się w piersiach narodu, szukała na wszystkie
strony ujścia.
W czwartym dopiero roku, licząc od małżeństwa Zbyszka, stanął kasztel, a i to z pomocą
rąk roboczych nie tylko miejscowych, zgorzelickich, moczydłowskich, lecz i sąsiedzkich, a
szczególnie starego Wilka z Brzozowej, który zostawszy sam po śmierci syna na świecie,
zaprzyjaźnił się bardzo z Maćkiem, a potem zwrócił serce ku Zbyszkowi i Jagience. Maćko
przyozdobił komnaty łupami z wojen, które albo sami ze Zbyszkiem wzięli, albo po
Jurandzie ze Spychowa odziedziczyli, przydał do tego dostatki po opacie i to, co Jagienka
z domu wywiozła, okna szklane sprowadził z Sieradza - i wspaniałą urządził siedzibę.
Zbyszko z żoną i dziećmi przeniósł się jednak do kasztelu w piątym dopiero roku, gdy już
i inne budowy, jak oto; stajnie, obory, kuchnie i łaźnie, były ukończone, a z nimi razem
i sklepy podziemne, które stawił stary na kamień i wapno, aby zaś trwałość miały
niepożytą. Sam się jednak do zamku nie przeniósł; wolał zostać w starym domostwie, a na
wszelkie prośby Zbyszka i Jagienki odpowiadał odmownie, w taki sposób myśl swoją
wyłuszczając:
- Tu już zamrę, gdziem się urodził. Widzicie, za czasów wojny Grzymalitów z Nałęczami
spalon był do cna Bogdaniec - wszystkie budynki, wszystkie chałupy - ba! płoty nawet,
jeno to domo-sko ostało. Ludzie gadali, że dla zbytku mchów na dachu nie chciało gorzeć -
ale ja myślę, że była w tym i łaska Boża - i wola, abyśmy tu wrócili i stąd znowu
wyrośli. Za czasów naszej wojaczki biadałem ja nieraz, że nie mamy do czego wracać, alem
nie całkiem słusznie tak mówił, bo, wiera, nie było na czym gospodarzyć i co do gęby
włożyć, ale było się gdzie schronić. Wy młodzi to co innego, aleja tak już myślę, że
skoro nas ów stary dom nie poniechał - to i mnie nie godzi się go poniechać.
I został. Lubił jednakże przychodzić do zameczku, aby oglądać jego wielkość i wspaniałość
w porównaniu z dawną siedzibą, a zarazem patrzeć na Zbyszka, na Jagienkę i na "wnęków".
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional