lektory on-line

Krzyżacy - Strona 453

serce jej biło jakby w oczekiwaniu, czy czegoś nie usłyszy, od czego stopnieje i
rozpłynie się w niej dusza. Ale Zbyszko milczał, albowiem stracił do niej dawną śmiałość
i bał się ją spłoszyć niebacznym słowem, i wbrew temu, co widziały jego oczy, sam w
siebie wmawiał, że ona mu tylko siostrzaną przychylność gwoli Maćkowej przyjaźni okazuje.
I raz począł mówić o tym z Maćkiem. Starał się mówić niby spokojnie, a nawet obojętnie, i
ani się spostrzegł, jak słowa jego stawały się coraz podobniejsze do skargi przez pół
gorzkiej, przez pół smutnej. Maćko zaś wysłuchał cierpliwie wszystkiego, a w końcu rzekł
tylko jedno jedyne słowo:
- Głupiś!
I wyszedł z izby.
Ale na oborze począł zacierać ręce i klepać się z wielkiej radości po udach.
"Ha! - mówił sobie - wtedy, kiedy ci tanio mogła przyjść, toś i patrzeć na nią nie
chciał, najedzże się teraz strachu, kiedyś głupi. Ja będę kasztel stawiał, a ty się przez
ten czas oblizuj. Nic ci nie rzekę i bielma z oczu nie zdejmę, choćbyś rżał głośniej od
wszystkich koni w Bogdańcu. Gdzie wióry na zarzewiu leżą, tam i tak prędzej czy później
płomię buchnie, aleja ci nie będę na zarzewie dmuchał, bo tak myślę, że i nie trzeba".
I nie tylko nie dmuchał, ale się nawet Zbyszkowi sprzeciwiał i drażnił go jako stary
przechera, który rad igra z niedoświadczonym młodzieńcem. Więc razu pewnego, gdy Zbyszko
znów mu powtórzył, że chyba na jaką daleką wyprawę pójdzie, aby się nieznośnego żywota
pozbyć, rzekł mu:
- Pókiś goło miał pod nosem, tom tobą rządził, ale teraz -twoja wola. Chcesz-li
koniecznie swojemu jeno rozumowi dufać i iść -to idź.
A Zbyszko aż zerwał się ze zdziwienia i siadł na łożu.
- Jak to? To już się nawet i temu nie przeciwicie?
- Co mam się przeciwiać? Źal mi tylko okrutnie rodu, który by razem z tobą zaginął, ale i
na to może znajdzie się rada.
- Jaka rada? - pytał niespokojnie Zbyszko.
- Jaka? No! nie ma co gadać, że roki mi godne są - ale też i mocy w kościach nie brak.
Jużci, Jagience patrzyłby się młodszy jakowyś chłop - ale żem to jej nieboszczykowi ojcu
był przyjacielem - to kto wie...
- Byliście jej ojcu przyjacielem - odrzekł Zbyszko - ale dla mnie nigdyście nie mieli
życzliwości - nigdy, nigdy!... I przerwał, bo się mu poczęła broda trząść, a Maćko rzekł:
- Ba! skoro koniecznie chcesz ginąć - to cóż mam robić?
- Dobrze! róbcie, co chcecie -ja jeszcze dziś w świat pojadę!
- Głupiś! - powtórzył Maćko.
I znów wyszedł z izby doglądać chłopów i bogdanieckich, i tych, których pożyczyła ze
Zgorzelic i z Moczy dołów Jagien-ka, aby pomagali w kopaniu rowu mającego otaczać kasztel.
Rozdział XLIV
Zbyszko nie spełnił wprawdzie swej groźby i nie wyjechał, ale za to po upływie jeszcze
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional