lektory on-line

Krzyżacy - Strona 446

- A kiedy tak, to co innego! Nie o zysk mi chodziło, bom stary i majętności nie mam komu
ostawić - jeno o słuszność. Kto ze mną po dobroci - temu jeszcze i swego ustąpię. A
waszemu bratankowi niech tam Bóg błogosławi - abyście na starość nie płakali po nim, jako
ja po moim jedynym chłopie...
I rzucili się sobie wzajem w ramiona, a potem długi czas spierali się o to, kto weźmie
nowiny. Maćko dał się wszelako w końcu przekonać - ile że Wilk sam był na świecie - i
majętności nie miał istotnie komu zostawić.
Po czym zaprosił starego do Bogdańca, gdzie uczcił go obficie jadłem i napojem - albowiem
i sam miał w duszy radość wielką. Cieszyła go i nadzieja, że jęczmień na nowinach tęgo
zejdzie, i zarazem myśl, że odwrócił od Zbyszka niełaskę Bożą.
"Byle wrócił, to mu ta ziemi i dobytku nie zbraknie!" - myślał.
Jagienka nie mniej była z tej zgody zadowolona.
- Jużci teraz - mówiła, wysłuchawszy, jak się wszystko odbyło -jeśli Pan Jezus miłosierny
zechce okazać, że mu zgoda od swarów milsza, to musi wam Zbyszka szczęśliwie powrócić.
Na to twarz Maćka pojaśniała, jakby padł na nią promień słońca.
- Tak i ja myślę! - rzekł. - Pan Bóg wszechmocny, bo wszechmocny, ale i na moce
niebieskie są sposoby, trzeba jeno rozum mieć...
- Wam chytrości nigdy nie brakło - odpowiedziała dziewczyna, podnosząc w górę oczy.
I po chwili, jakby się nad czym namyśliwszy, ozwała się znowu:
- Ale też wy tego waszego Zbyszka miłujecie! miłujecie! hej!
- Kto by jego nie miłował! - odparł stary rycerz. - A ty? Niby to go nienawidzisz?
Jagienka nie odpowiedziała nic wprost, tylko jak siedziała na ławie w podle Maćka, tak
przysunęła się do niego jeszcze bliżej i odwróciwszy głowę, poczęła go trącać z lekka
łokciem:
- Dajcie spokój! com wam winna!
Rozdział XLII
Jednakże wojna o Źmujdź między Krzyżakami a Witoldem zbyt zajmowała ludzi w Królestwie,
aby nie mieli dopytywać się o jej przebieg. Niektórzy pewni byli, że Jagiełło przyjdzie w
pomoc stryjecznemu bratu i że walnej wyprawy przeciw Zakonowi rychło patrzeć. Rycerstwo
rwało się do niej, a po wszystkich siedzibach szlacheckich powtarzano sobie, że i znaczna
liczba panów krakowskich zasiadających w królewskiej radzie przechyla się na stronę
wojny, mniemając, że raz trzeba skończyć z tym nieprzyjacielem, który nigdy nie chciał
poprzestać na swoim, a o zagrabieniu cudzego myślał nawet wówczas, gdy ogarniała go
bojaźń przed potęgą sąsiedzką. Lecz Maćko, który był człowiekiem rozumnym, a jako bywalec
widział i przeznał wiele, nie wierzył w bliską wojnę i tak nieraz o tym mówił do młodego
Jaśka ze Zgorzelic i do innych sąsiadów, których w Krześni spotykał:
- Póki mistrz Konrad żywie, nie będzie z tego nic, bo on mądrzejszy od innych i wie, że
nie byłaby to zwyczajna wojna, ale jakoby rzec: "twoja albo moja śmierć!" I do tego on,
znając moc królewską, nie dopuści.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional