lektory on-line

Faraon - Strona 430

jego malowała się niepewność.
Istotnie w duszy Ramzesa toczyła się ciężka walka. Zaczynał rozumieć, że kapłani mają w
rękach siły, których on nie tylko nie brał w rachubę, ale nawet nie zastanawiał się nad
nimi, nie chciał o nich słuchać.
Kapłani śledzący ruchy gwiazd w ciągu kilku minut niezmiernie urośli w jego oczach. I
faraon mówił w sobie, że jednak należy poznać tę dziwną mądrość, która w tak straszny
sposób mięsza ludzkie zamiary.
Goniec za gońcem wylatywał z pałacu do Memfisu, aby dowiedzieć się: co tam zaszło podczas
zaćmienia? Ale gońcy nie wracali i nad królewskim orszakiem niepewność roztoczyła czarne
skrzydła. Źe pod świątynią Ptah zdarzyło się coś złego, o tym nie tylko nikt nie wątpił,
ale nawet nie śmiał snuć własnych domysłów. Zdawało się, że i faraon, i jego zaufani
radzi są z każdej minuty, jaka upłynęła im bez wiadomości stamtąd.
Tymczasem królowa Nikotris usiadłszy obok pana szeptała mu:
- Pozwól mi działać, Ramzesie... Kobiety naszemu państwu niejedną oddały usługę... Tylko
przypomnij sobie królowę Nikotris za szóstej dynastii albo Makarę, która stworzyła flotę
na Morzu Czerwonym!... Naszej płci nie brak ani rozumu, ani energii, więc pozwól mi
działać... Jeżeli świątynia Ptah nie została zdobyta, a kapłani skrzywdzeni, pogodzę cię
z Herhorem. Pojmiesz za żonę jego córkę i panowanie twoje będzie pełne chwały...
Pamiętaj, że twój dziad, święty Amenhotep, był również arcykapłanem i namiestnikiem
faraona i że ty sam, kto wie, czy panowałbyś dzisiaj, gdyby święty stan kapłański nie
pragnął mieć własnej krwi na tronie...
Także wywdzięczasz się im za władzę?...
Faraon słuchał jej, ale wciąż myślał, że jednak mądrość kapłanów jest ogromną siłą, a
walka z nimi trudna!...
Dopiero o trzeciej zjawił się pierwszy goniec z Memfisu, adiutant pułku, który stał pod
świątynią. Powiedział on faraonowi, że świątyni nie zdobyto z powodu gniewu bogów; że lud
uciekł, kapłani triumfują, a nawet w wojsku powstał nieporządek podczas tej strasznej,
choć krótkiej nocy.
Potem zaś wziąwszy na bok Tutmozisa adiutant oświadczył mu bez ogródki, że wojsko jest
zdemoralizowane i że skutkiem ucieczki w popłochu ma tylu rannych i zabitych jak po
bitwie.
- Cóż się teraz dzieje z wojskiem?... - zapytał struchlały Tutmozis.
- Naturalnie - odparł adiutant - że udało się nam zgromadzić i uszykować żołnierzy. Ale o
użyciu ich przeciw świątyniom nawet mowy być nie może... Szczególniej teraz, gdy kapłani
zajęli się opatrywaniem rannych. Teraz żołnierz na widok ogolonego łba i panterczej skóry
gotów padać na ziemię i dużo czasu upłynie, zanim który odważyłby się przekroczyć świętą
bramę...
- A cóż kapłani?...
- Błogosławią żołnierzy, karmią ich, poją i udają, że wojsko nie winno napadowi na
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional