lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 424

kosze, zabijały ludzi.
Godzina jedna upłynęła, potem druga. Z wieży kościelnej rozlegała się ciągle uroczysta
muzyka.
Miller stał z perspektywą w Częstochowie. Patrzył długo.
Obecni zauważyli, że ręka, którą trzymał perspektywę przy oczach, drżała mu coraz
silniej; na koniec zwrócił się do obecnych i zakrzyknął:
- Strzały nie szkodzą wcale kościołowi!
Tu gniew niepohamowany, szalony ogarnął starego wojownika. Cisnął lunetę o ziemię, aż
rozbryzła się w sztuki.
- Wścieknę się od tej muzyki ! - wrzasnął.
W tej chwili inżynier de Fossis przygalopował do niego.
- Panie jenerale -rzekł - podkopu nie można robić. Pod warstwą ziemi skała leży. Tutaj
trzeba by górników.
Miller zaklął; lecz jeszcze nie dokończył przekleństwa, gdy znowu oficer z
częstochowskiego szańca przybiegł pędem i salutując po żołniersku, ozwał się:
- Największe działo nam rozbito! Czy zaciągnąć drugie ze Lgoty?
Ogień istotnie osłabł nieco - muzyka rozlegała się coraz uroczyściej.
Miller odjechał do swojej kwatery, nie rzekłszy ani słowa. Lecz nie wydał rozkazów
wstrzymujących walkę. Postanowił zmęczyć oblężonych. Wszak tam w twierdzy zaledwie dwustu
ludzi było załogi, on zaś miał ciągle świeżych żołnierzy do zmiany.
Nadeszła noc, działa grzmiały bez ustanku! lecz klasztorne odpowiadały żywo, żywiej nawet
niż w dzień, bo ognie szwedzkie wskazywały im cel gotowy. Nieraz bywało, że ledwie
żołnierze obsiedli ognisko i wiszący w nim kocieł, gdy naraz nadlatywała z ciemności
faskula klasztorna jakby duch śmierci. Ognisko rozbryzgiwało się w drzazgi i skry,
żołnierze rozbiegali się z wrzaskiem nieludzkim i albo szukali przy innych towarzyszach
schronienia, albo błąkali się wśród nocy, zziębli, głodni, przerażeni.
Koło północy ogień klasztorny wzmocnił się tak dalece, że w promieniu strzału ani podobna
było rozpalić drewek. Zdawało się, że oblężnicy mówią mową dział następne słowa: ?Chcecie
nas zmęczyć... próbujcie, sami wyzywamy!"
Wybiła godzina pierwsza i druga. Począł mżyć drobny deszcz w postaci mgły zimnej a
przenikliwej, która zbijała się miejscami jakoby w słupy, kolumny a mosty, czerwieniące
się od ognia.
Przez owe fantastyczne słupy i arkady widać było chwilami groźne zarysy klasztoru, który
się zmieniał w oczach ; raz zdawał się wyższym niż zwykle, to znów jakoby zapadał w
otchłań. Od szańców aż do jego murów wyciągały się jakieś złowrogie sklepienia i
korytarze utworzone z mgły i ciemności, a tymi korytarzami nadlatywały kule śmierć
niosące. Chwilami całe powietrze nad klasztorem stawało się jasne, jakby je oświeciła
błyskawica. Wówczas mury, wyniosłe ściany i wieże zarysowywały się jaskrawo, potem znów
gasły.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional