lektory on-line

Krzyżacy - Strona 420

krewny Kunona. Konrad Lichtenstein. wielki szatny Rumpenheim i wielki podskarbi Burghard
von Wobecke, i wreszcie mały komtur, przełożony nad warsztatami i nad zarządem zamku.
Prócz tych dostojników stało tam kilkunastu braci wyświęconych, którzy zawiadowali
rzeczami dotyczącymi Kościoła w Prusiech, i ciężko gnębili inne klasztory oraz świeckie
duchowieństwo, zmuszając je nawet do robót przy drogach i przy łamaniu lodów - a z nimi
gromada braci świeckich, to jest rycerzy nie obowiązanych do godzin kanonicznych. Rosłe i
silne ich postawy (słabych nie chcieli Krzyżacy przyjmować), szerokie ramiona, kręte
brody i srogie spojrzenia czyniły ich podobniejszymi do drapieżnych zbójów-rycerzy
niemieckich niż do mnichów. Z oczu patrzała im odwaga, hardość i pycha niezmierna. Nie
lubili oni Konrada za jego obawę wojny z potęgą Jagiełłową; nieraz na kapitułach otwarcie
wyrzucali mu bojaźliwość, rysowali go na murach i podmawiali błaznów do wyśmiewania go w
oczy. Jednakże na jego widok pochylili teraz głowy z pozorną pokorą, zwłaszcza że mistrz
wjeżdżał w towarzystwie obcych rycerzy, i poskoczyli hurmem, aby potrzymać mu konia za
uzdę i strzemię.
Mistrz zaś, zsiadłszy, zwrócił się zaraz do Helfensteina i zapytał :
- Są-li jakie nowiny od Wernera von Tettingen? Wemer von Tettingen, jako wielki
marszałek, czyli przywódca zbrojnych sił krzyżackich, był w tej chwili na wyprawie
przeciw Źmujdzinom i Witoldowi.
- Ważnych nowin nie ma - odpowiedział Helfenstein - ale są szkody. Dzicz popaliła osady
pod Ragnetą i miasteczka przy innych zamkach.
- W Bogu nadzieja, że jedna wielka bitwa złamie ich złość i zatwardziałość - odparł
mistrz.
I to rzekłszy, podniósł oczy w górę, a usta jego poruszały się przez chwilę modlitwą,
którą odmawiał za powodzenie wojsk zakonnych.
Po czym ukazał na polskich rycerzy i rzekł:
- To są wysłannicy króla polskiego: rycerz z Maszkowic, rycerz z Taczewa i rycerz z
Bogdańca, którzy z nami dla wymiany jeńców przybyli. Niechaj komtur zamkowy wskaże im
gościnne komnaty i podejmie ich, i ugości, jako przystało.
Na te słowa bracia-rycerze poczęli spoglądać z ciekawością na wysłanników, a zwłaszcza na
Powałę z Taczewa, którego imię, jako słynnego zapaśnika, było niektórym znane. Tych zaś,
którzy nie słyszeli o jego czynach na dworze burgundzkim, czeskim i krakowskim,
przejmowała podziwem jego ogromna postawa i jego ogier bojowy tak nadzwyczajnej
wielkości, że bywalcom, którzy za młodych lat zwiedzili Ziemię Świętą i Egipt,
przypomniał wielbłądy i słonie.
Kilku poznało też Zbyszka, który swego czasu potykał się w szrankach w Malborgu, i ci
witali go dość uprzejmie, pamiętając, że potężny i mający wielką wziętość w Zakonie brat
mistrzów, Ulryk von Jungingen, okazywał mu szczerą przyjaźń i przychylność. Najmniej
zwracał uwagi i podziwu ten, który w niedalekiej już przyszłości miał być
najstraszliwszym pogromcą Zakonu, to jest Zyndram z Maszkowic, albowiem gdy zsiadł z
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional