lektory on-line

Faraon - Strona 409

- Leży na dziedzińcu oberży, ostatniej przed Labiryntem... Z rana będzie tam...
- Jak on wygląda?...
- Ma rudą brodę i włosy... - odpowiedział Lykon.
- A co?... - spytał Mefres Herhora.
- Wasza dostojność masz dobrą policję - rzekł Herhor.
- Ale za to dozorcy Labiryntu źle go pilnują! -mówił gniewnie Mefres. - Jeszcze dziś w
nocy pojadę tam z Lykonem, aby ostrzec miejscowych kapłanów... Lecz gdy uda mi się ocalić
skarb bogów, wasza dostojność pozwolisz, że ja zostanę jego dozorcą...
- Jak wasza dostojność chcesz - odparł Herhor obojętnie. A w sercu swym dodał:
"Nareszcie pobożny Mefres zaczyna pokazywać zęby i pazury... Sam pragnie zostać - tylko -
dozorcą Labiryntu, a swego wychowańca Lykona zrobić - tylko - faraonem!...
Zaprawdę, że dla nasycenia chciwości moich pomocników bogowie musieliby stworzyć dziesięć
Egiptów..."
Gdy obaj dostojnicy opuścili podziemia, Herhor, wśród nocy, piechotą wrócił do świątyni
Izydy, gdzie miał mieszkanie, a Mefres kazał przygotować parę konnych lektyk. Do jednej
młodzi kapłani włożyli śpiącego Lykona w worku na głowie, do drugiej arcykapłan wsiadł
sam i, otoczony garstką jeźdźców, tęgim kłusem pojechał do Fayum.
W nocy z czternastego na piętnasty Paofi arcykapłan Samentu, stosownie do obietnicy danej
faraonowi, wszedł, sobie tylko znanym korytarzem, do Labiryntu. Miał w rękach pęk
pochodni, z których jedna paliła się, a na plecach niewielki koszyk z przyborami.
Samentu bardzo łatwo przechodził z sali do sali, z korytarza na korytarz, jednym
dotknięciem usuwając kamienne tafle w kolumnach i ścianach, gdzie były drzwi ukryte.
Niekiedy wahał się, lecz wówczas odczytywał tajemnicze znaki na ścianach i porównywał je
ze znakami na paciorkach, które miał na szyi.
Po półgodzinnej podróży znalazł się w skarbcu, skąd usunąwszy tafle w podłodze dostał się
do sali leżącej pod spodem. Sala była niska, lecz obszerna, a jej sufit opierał się na
mnóstwie przysadkowatych kolumn.
Samentu położył koszyk i zapaliwszy dwie pochodnie przy ich świetle zaczął odczytywać
napisy ścienne.
"Mimo podłej postaci - mówił jeden napis -jestem prawdziwy syn bogów, gdyż gniew mój jest
straszny.
Na dworze zamieniam się w słup ognia i czynię błyskawicę. Zamknięty, jestem grzmotem i
zniszczeniem, i nie ma budowli, która oparłaby się mojej potędze.
Ułagodzić mnie może tylko święta woda, która odbiera mi moc. Ale gniew mój tak dobrze
rodzi się z płomienia, jak i z najmniejszej iskry.
Wobec mnie wszystko skręca się i upada. Jestem jak Tyfon, który obala najwyższe drzewo i
podnosi kamienie."
"Słowem, każda świątynia ma swoją tajemnicę, której inne nie znają!..." - rzekł do siebie
Samentu.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional