lektory on-line

Krzyżacy - Strona 407

- Prawdziwie! A ja myślałam, że kto z dworu królewskiego. Zbyszko z Bogdańca! Jakże!
gościł tu u nas wasz stryjko, stary rycerz z Bogdańca, i pamiętam, jako i mnie, i moim
dwórkom śluzy ciurkiem leciały, gdy nam o was prawił. A odnaleźliście waszą niewiastę?
gdzie ona teraz?
- Zmarła mi, miłościwa pani...
- O miły Jezu! Nie mówcie, bo płakania nie strzymam. Jedno to pociecha, że pewnie w
niebie, a wyście młodzi. Mocny Boże! mdłe to stworzenie - każda niewiasta. Ale w niebie
za wszystko nagroda i tam ją znajdziecie. Zaś stary rycerz z Bogdańca jest tu z wami?
- Nie masz go, bo w niewoli u Krzyżaków, z której jadę go wykupić.
- To i jemu się nie poszczęściło. A zdawał się człek bystry i wszelaki obyczaj znajęcy.
Ale jak go wykupicie, zajedźcie też do nas. Radzi was ugościm, bo szczerze powiadam, że
jemu na rozumie, a wam na gładkości nie zbywa.
- Uczynim tak, miłościwa pani, tym bardziej żem i teraz umyślnie tu przyjechał, aby waszą
miłość o dobre słowo za nim prosić.
- Dobrze. Przyjdźcie jutro przed wyjazdem na łowy, to będę miała czas...
Dalsze jej słowa przerwał znowu huk trąb i kotłów oznajmujących przybycie księstwa
Januszów Mazowieckich. Ponieważ Zbyszko z panią na Płocku stał tuż przy wejściu, więc
księżna Anna Danuta spostrzegła go od razu i natychmiast zbliżyła się do niego, nie
zważając na pokłony gospodarza starosty.
A w młodzianku rozdarło się na nowo serce na jej widok, więc klęknął przed nią i objąwszy
rękoma jej kolana, klęczał w milczeniu, ona zaś pochyliła się nad nim i ścisnąwszy mu
dłońmi skronie, roniła łzę po łzie na jego jasną głowę, zupełnie jak matka, która płacze
nad nieszczęściem syna.
I ku wielkiemu zdziwieniu dworzan i gości płakała tak długo, powtarzając: "O Jezu, o Jezu
miłosierny!" - po czym podniosła Zbyszka z klęczek i rzeka:
- Płaczę po niej, po mojej Danuśce, i płaczę nad tobą. Bóg tak wszelako zrządził, że na
nic były twoje trudy i na nic teraz nasze łzy. Ale ty mi praw o niej i jej śmierci, bo
choćbym do północka słuchała, nigdy nie będzie mi tego dosyć.
I wzięła go na stronę, tak jak poprzednio brał go pan z Taczewa. Ci z gości, którzy nie
znali Zbyszka, poczęli dopytywać się o jego przygody i w ten sposób przez jakiś czas
wszyscy rozmawiali tylko o nim, o Danusi i o Jurandzie. Dopytywali się także posłowie
krzyżaccy, Frydrych von Wenden, komtur toruński, wysłany na spotkanie króla, i Jan von
Schonfeld, komtur z Osterody. Ten ostatni, Niemiec, ale rodem ze Śląska, umiejąc dobrze
po polsku, z łatwością dopytał, o co chodzi, i wysłuchawszy opowieści z ust Jaśka z
Zabierza, dworzanina księcia Janusza, rzekł:
- Danveld i de Lowe byli samemu mistrzowi podejrzani - że zajmowali się czarną magią.
Po czym pomiarkował wnet, że jednak opowiadanie podobnych rzeczy mogło rzucić na cały
Zakon cień taki. jaki padł swego czasu na Templariuszów, i dodał prędko:
- Tak przynajmniej bajczarze prawili, ale to nie była prawda, bo takich nie masz między
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional