lektory on-line

Krzyżacy - Strona 406

- A ja tam rad, że się spotkamy jeno przy pełnych konwiach i da Bóg, nigdy inaczej.
De Lorche zaś zawahał się nieco, a potem ozwał się jakby z pewną nieśmiałością:
- Gdybyście jednak, szlachetny panie, chcieli twierdzić, że panna Agnieszka z Długolasu
nie jest najpiękniejszą i najcno-tliwszą damą w świecie... Wielki byłby dla mnie honor...
zaprzeczyć i...
Tu przerwał i począł patrzeć w oczy Powale z szacunkiem, ba! nawet z uwielbieniem, ale
bystro i uważnie.
Ale ów, czy dlatego że wiedział, iż zgniótłby go w dwóch palcach jak orzech, czy dlatego
że duszę miał niezmiernie dobrotliwą i wesołą, roześmiał się głośno i rzekł:
- Ba, ja swego czasu ślubowałem księżnie burgundzkiej, ale ona wówczas miała z dziesięć
roków więcej ode mnie; jeżelibyście więc, panie, chcieli twierdzić, że moja księżna nie
jest starsza od waszej panny Agnieszki, to trzeba nam będzie zaraz na koń...
Usłyszawszy to, de Lorche popatrzał przez chwilę w zdumieniu na pana z Taczewa, po czym
twarz poczęła mu drgać i wreszcie wybuchnął i on szczerym śmiechem.
A Powała pochylił się, otoczył mu biodra ramieniem, nagle podniósł go z ziemi i począł
kołysać go z taką łatwością, jakby pan de Lorche był niemowlęciem.
- Pax! pax! - rzekł -jak mówi biskup Kropidło... Udaliście mi się, rycerzu, i prze Bóg,
nie będziemy się potykali o żadne damy.
Za czym, uściskawszy go, postawił na ziemi, gdyż właśnie przy wejściu na dziedziniec
huknęły nagle trąby - i wszedł książę Ziemowit płocki z małżonką.
- Tutejsi księstwo przed królem i przed księciem Januszem przybywają - rzekł do Zbyszka
Powała - bo choć to uczta u starosty, ale zawsze Płocku - oni gospodarze. Pójdź ze mną do
pani boć ją znasz jeszcze z Krakowa, gdzie się do króla za tobą przyczyniała.
I wziąwszy go za rękę, powiódł przez dziedziniec. Za księciem i za księżną szli dworzanie
i dwórki, wszyscy z powodu obecności króla bardzo strojni i świetni, że aż cały
dziedziniec zajaśniał od nich jak od kwiatów. Zbyszko, zbliżając się z Powałą,
przepatrywał z dala twarze, czyli nie dojrzy między nimi znajomych, i nagle aż przystanął
ze zdumienia.
Bo oto tuż za księżną ujrzał rzeczywiście znajomą postać i znajomą twarz, ale tak
poważną, tak piękną i tak pańską, iż pomyślał, że go chyba oczy mylą.
- Jagienka-li to czyli może córka księstwa na Płocku?
Ale to była Jagienka Zychówna ze Zgorzelic, gdyż w chwili gdy oczy ich spotkały się,
uśmiechnęła się do niego zarazem przyjaźnie i litościwie, a potem przybladła nieco i
nakrywszy oczy powiekami, stała w złotej przepasce na ciemnych włosach i w niezmiernym
blasku swej piękności, wysoka, smutna i cudna, nie tylko do księżniczki, ale do
prawdziwej królewny podobna.
Rozdział XXXI
Zbyszko podjął panią na Płocku pod nogi i służby jej swoje ofiarował, ale ona nie poznała
go w pierwszej chwili, gdyż nie widziała go od dawnego czasu. Aż dopiero, gdy jej
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional