lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 403

- a nie ja to mówię, jeno duch boży mówi przeze mnie - że nie wejdzie Szwed do tych murów
- łaska stąd spłynie i ciemności tak nie zgaszą światła, jako ta noc, która się dziś
zbliża, bożemu słońcu wstać nie przeszkodzi.
A właśnie zachód był. Ciemność powlekła już okolicę, jeno kościół gorzał czerwono w
ostatnich promieniach słońca. Widząc to ludzie poklękali wkoło murów i otucha zaraz
spłynęła w ich serca. Tymczasem na wieżach poczęto sygnować na Angelus. Ksiądz Kordecki
rozpoczął śpiewać: Anioł Pański, a za nim tłumy całe. Stojąca na murach szlachta i
żołnierze z nimi swe głosy, dzwony większe i mniejsze dzwoniły do wtóru, i zdało się że
cała góra śpiewa i brzmi jak olbrzymie organy, na cztery strony świata głośne.
Śpiewano do późna; odchodzących błogosławił na drogę ksiądz Kordecki, wreszcie rzekł:
- Który z mężów w wojnie sługiwał, z bronią umie się obchodzić i serce czuje mężne, niech
jutrzejszego rana przyjdzie do klasztoru.
- Jam służył!... ja w piechocie byłem!... ja przyjdę! - wołały liczne głosy.
I tłumy rozpłynęły się z wolna. Noc zeszła spokojnie. Wszyscy zbudzili się z radosnym
okrzykiem: ?Nie ma Szweda!" Jednakże rzemieślnicy zwozili cały dzień zamówione roboty.
Wyszedł też rozkaz do kramników, którzy zwłaszcza przy wschodnim murze mają swoje kramy,
aby towar do klasztoru znieśli, a w samym klasztorze nie zaprzestano pracy przy murach.
Ubezpieczano zwłaszcza tak zwane ?przechody", to jest szczupłe otwory w murach, które nie
były bramami, a które mogły służyć do czynienia wycieczek. Pan Różyc-Zamoyski kazał je
zakładać belkami, cegłami, nawozem, tak aby w danym razie łatwo od wewnątrz mogły być
rozgrodzone.
Cały dzień też ciągnęły jeszcze wozy z zapasam i żywnością, zjechało także kilka rodzin
szlacheckich, które potrwożyła była wieść o bliskim nadciągnięciu nieprzyjaciela.
Koło południa wrócili ludzie wysłani zeszłego dnia na zwiady, ale żaden nie widział
Szwedów ani nawet nie słyszał o nich, prócz o tych, którzy najbliżej, w Krzepicach, stali.
Nie zaniechano jednak w klasztorze przygotowań. Wedle rozkazu księdza Kordeckiego
nadciągnęli ci z mieszczan i chłopów, którzy poprzednio w piechocie sługiwali i ze służbą
byli obznajmieni. Oddano ich w komendę panu Zygmuntowi Mosińskiemu pilnującemu
północno-wschodniej baszty. Pan Zamoyski zaś cały dzień rozstawiał ludzi, przyuczał, co
kto ma czynić, lub naradzał się w refektarzu z ojcami.
Kmicic z radością w sercu patrzył na przygotowania wojenne, na musztrujących się
żołnierzy, na działa, stosy muszkietów, dzid i osęków. To był jego żywioł właściwy. Wśród
tych groźnych machin, wśród krzątaniny, przygotowań i gorączki wojennej było mu dobrze,
lekko i wesoło. Było tym Iżej i weselej, że generalną spowiedź z całego życia odbył, jak
czynią konający, i nad spodziewanie własne rozgrzeszenie otrzymał, bo kapłan zważył jego
intencję, szczerą chęć poprawy i to, że już na tę drogę wstąpił.
Tak więc zbył się pan Andrzej brzemienia, pod którym już prawie upadał. Pokuty zadano mu
ciężkie, i co dzień grzbiet jego krwawił się pod kańczugiem Soroki; kazano mu praktykować
pokorę i to było jeszcze cięższe, bo jej w sercu nie miał, przeciwnie, pychę miał i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional