lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 402

oczekuje napadu. Coraz nowe rozporządzenia zdawały się potwierdzać tę pogłoskę.
Pod noc dwustu już ludzi pracowało wedle murów. Ciężkie działa przysłane jeszcze przed
oblężeniem Krakowa przez pana Warszyckiego, kasztelana krakowskiego, w liczbie dwunastu,
osadzono na nowych lawetach i rychtowano odpowiednio.
Z lamusów klasztornych zakonnicy i pachołkowie wynosili kule, które układano w stosy przy
armatach; wytaczano jaszcze z prochem, rozwiązywano snopy muszkietów i rozdawano je
między załogę. Na wieżach i narożnikach stanęły straże, mające dawać dniem i nocą pilne
baczenie na okolicę; oprócz tego ludzie wysłani na zwiady rozesłali się po okolicy do
Przystajni, Kłobucka, Krzepic, Kruszyny i Mstowa.
Do obficie i tak zaopatrzonych spiżarni klasztornych szły zapasy z miasta, z Częstochówki
i innych wsi do klasztoru należących.
Pogłoska gruchnęła jak grom po całej okolicy. Mieszczanie i chłopi poczęli się zbierać
radzić. Wielu nie chciało wierzyć, aby jakikolwiek nieprzyjaciel śmiał targnąć się na
Jasną Górę.
Twierdzono, że sama tylko Częstochowa ma być zajętą; lecz i to już wzburzyło umysły,
zwłaszcza gdy inni przypominali, że przecie Szwedzi są heretykami, których nic nie
wstrzyma i którzy umyślnie afront Najświętszej Pannie uczynić gotowi.
Więc też wahano się, wątpiono i wierzono na przemian. Jedni łamali ręce, oczekując
straszliwych zjawisk na ziemi i niebie, widomych znaków gniewu bożego; drudzy pogrążali
się w bezradnej i niemej rozpaczy; trzecich gniew chwytał nadludzki, jakoby głowy ich
zajmowały się płomieniem. A gdy raz fantazja ludzka rozwinęła skrzydła do lotu, zaraz
poczęły krążyć wieści coraz inne, coraz bardziej gorączkowe, coraz potworniejsze.
I jak gdy kto w mrowisko kij zanurzy lub żaru narzuci, natychmiast wysypują się
niespokojne roje, kłębią się, rozbiegają i zbiegają, tak zawrzało miasto i wsie okoliczne.
Po południu gromady mieszczan i chłopstwa, wraz z niewiastami i dziećmi, opasały mury
klasztorne i trzymały je jakby w oblężeniu, płacząc i jęcząc. O samym zachodzie słońca
wyszedł ku nim ksiądz Kordecki i pogrążywszy się w ciżbę pytał:
- Ludzie, czego tu chcecie!
- Chcemy na załogę iść do klasztoru, Bogarodzicielki bronić! - wołali mężczyźni
potrząsając cepami, widłami i inną bronią wieśniaczą.
- Chcemy na Najświętszą Pannę ostatni raz popatrzyć! - jęczały niewiasty.
Ksiądz Kordecki stanął na wzniesionym załomie skały i rzekł:
- Bramy piekielne nie przemogą mocy niebieskich. Uspokójcie się i otuchy w serca
nabierzcie. Nie wstąpi noga heretyka w te święte mury, nie będzie luterski ani kalwiński
zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary. Nie wiem zaiste, azali
przyjdzie tu zuchwały nieprzyjaciel, ale to wiem, iż gdyby przyszedł, ze wstydem i hańbą
odstąpić musi, bo moc jego większa moc pokruszy, złość jego złamie się, potęga startą
będzie i odmieni się szczęście jego. Otuchy w serca nabierzcie! Nie ostatni raz wy tę
Patronkę naszą widzicie, w większej owszej chwale oglądać Ją będziecie i nowe cuda
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional