lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 398

- Czemuż to, ojcze wielebny, nie mamy wierzyć, że właśnie Bóg zaślepieniem nieprzyjaciół
nawiedził? Zważmy ich pychę, ich chciwość na ziemskie dobra, zważmy na nieznośny ucisk i
podatki, jakie nawet na duchownych nakładają, a snadnie przyjdzie zrozumieć, że przed
żadnym świętokradztwem się nie cofną.
Ksiądz Kordecki nie odpowiedział wprost Kmicicowi, lecz zwróciwszy się do całego
zgromadzenia, tak dalej mówił:
- Powiada ów kawaler, że widział posła Lisolę do króla szwedzkiego jadącego; jakże to być
może, skoro ja mam od krakowskich paulinów niemylną wiadomość, że króla nie masz już w
Krakowie ani w całej Małopolsce, gdyż zaraz po poddaniu się Krakowa do Warszawy
wyjechał...
- Nie może to być -odrzekł Kmicic - a najlepszy dowód, że na poddanie się i na hołd
kwarcianych czeka, którzy pod panem Potockim zostają.
- Hołd ma przyjmować w imieniu królewskim jenerał Duglas - odrzekł ksiądz - tak mi z
Krakowa piszą.
Kmicic umilkł; nie wiedział, co odpowiedzieć.
- Ale przypuszczę -mówił dalej ksiądz - że król szwedzki nie chciał widzieć cesarskiego
posła i umyślnie wolał się z nim rozminąć. Lubi tak czynić Carolus: nagle przyjeżdżać,
nagle odjeżdżać; gniewa go przy tym cesarska mediacja, chętnie więc wierzę, że pojechał,
udając, iż o przybyciu posła nie wie. Mniej mnie i to dziwi, że hrabiego Wrzeszczowicza,
tak znamienitą osobę, przeciw posłowi z eskortą wysłano, bo może chciano polityką
nadrobić i zawód posłowi ucukrować, ale jak uwierzyć, aby hrabia Wrzeszczowicz zaraz się
zwierzał z zamiarami baronowi Lisoli, który jest katolik, nam i całej Rzeczypospolitej, i
naszemu wygnanemu królowi przychylny?
- Niepodobieństwo! -rzekł ojciec Nieszkowski.
- I mnie to w głowie się nie mieści - dorzucił pan miecznik sieradzki.
- Wrzeszczowicz sam katolik i nasz dobrodziej - rzekł inny pater.
- I ten kawaler powiada, że słyszał to na własne uszy? - spytał szorstko pan Piotr
Czarniecki.
- Pomyślcie waszmościowie i nad tym - dodał ksiądz przeor - że ja mam salwę-gwardię od
Carolusa Gustawa, jako klasztor i kościół mają być na zawsze od zajęcia i postoju wolne.
- Przyznać trzeba -rzekł z powagą pan Zamoyski - że w tych wiadomościach nic się jedno
drugiego nie trzyma: Szwedom byłaby strata, nie korzyść, na Częstochowę uderzać, króla
nie ma, więc Lisola nie mógł do niego jechać, Wrzeszczowicz nie mógł mu się zwierzać,
dalej: nie heretyk to, ale katolik, nie wróg klasztoru, ale jego dobroczyńca, na koniec,
choćby go i szatan do napadu kusił, nie śmiałby napadać przeciw rozkazowi i salwie-
gwardii królewskiej.
Tu zwrócił się do Kmicica:
- Cóż tedy opowiadasz, kawalerze, i dlaczego, w jakim zamiarze, chcesz wielebnych ojców i
nas tu obecnych przestraszyć?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional