lektory on-line

Krzyżacy - Strona 393

- Bośmy przy łące - odrzekł - ale wnet pojedziem dalej. Do tatusia, któren też z niewoli
wybawion. I będziesz moja do śmierci. Słyszyszże ty mnie dobrze? i rozumiesz?
Wtem targnął nim nagły niepokój, spostrzegł bowiem, że twarz jej czyni się blada i coraz
bledsza, a na twarzy osiadają gęsto drobne krople potu.
- Co ci jest? - spytał z okropnym przestrachem. I uczuł, jak włosy zjeżają mu się na
głowie, a mróz przechodzi przez kości.
- Co ci jest? powiedz! - powtórzył.
- Ciemno! - szepnęła.
- Ciemno? Słonko świeci, a tobie ciemno? - zapytał zdyszanym głosem. - Dopiero co mówiłaś
przytomnie! Na imię Boskie, rzeknij choć słowo!
Poruszyła jeszcze ustami, ale nie mogła już nawet szeptać. Zbyszko odgadł tylko, że
wymawia jego imię i że go woła. Wnet potem wychudzone jej dłonie jęły drgać i trzepotać
się po kilim-ku, którym była okryta. Trwało to chwilę. Nie było już się co łudzić -
konała!
A on w przerażeniu i rozpaczy począł ją błagać, jakby prośba mogła coś wskórać:
- Danuśka! O Jezu miłosierny!... Poczekaj choć do Spycho-wa! poczekaj! poczekaj! O Jezu!
Jezu! Jezu!
Podczas tego błagania rozbudziły się niewiasty i nadbiegli pachołkowie, którzy byli
opodal przy koniach na łące. Ale zrozumiawszy od pierwszego rzutu oka, co się dzieje,
poklękali i poczęli odmawiać w głos litanię.
Powiew ustał, przestały szemrać liście na gruszy i tylko słowa modlitwy rozlegały się
wśród wielkiej, polnej ciszy.
Danusia przed samym końcem litanii otworzyła jeszcze oczy, jakby chcąc spojrzeć po raz
ostatni na Zbyszka i na świat słoneczny, po czym zaraz zasnęła snem wiekuistym. *
Niewiasty zamknęły jej powieki, a następnie poszły po kwiaty na łąkę. Pachołcy udali się
ich śladem - i tak chodzili w słońcu wśród bujnych traw, podobni do duchów polnych,
pochylając się co chwila i płacząc, albowiem w sercach mieli litość i żal. Zbyszko
klęczał w cieniu, przy noszach, z głową na kolanach Danusi, bez ruchu i słowa, sam jak
martwy, a oni krążyli to bliżej, to dalej, rwąc złoty kaczeniec i dzwonki, i obficie
rosnące różowe smółki, i białą, pachnącą miodem drobniczkę. W wilgotnych dołkach znaleźli
też lilie polne, a na miedzy przy ugorze janowiec. Aż gdy już mieli pełne naręcza,
otoczyli smutnym korowodem nosze i poczęli je maić. Pokryli więc prawie całkiem kwieciem
i ziółmi zwłoki zmarłej, nie zasłaniając tylko twarzy, która wśród dzwonków i lilij
bielała, cicha, ukojona snem nieprzespanym, pogodna i po prostu anielska.
Do Spychowa nie było nawet i mili, więc po niejakim czasie, gdy im smutek i boleść łzami
spłynęły, podnieśli nosze i ruszyli ku borom, od których zaczynały się już Jurandowe
ziemie.
Pachołcy wiedli za orszakiem konie. Sam Zbyszko niósł w głowach nosze, a niewiasty,
obarczone zbywającymi pękami ziół i kwiatów, śpiewały na przedzie pieśni pobożne - i tak
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional