lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 40

zechce popróbować; ale oni, tak zagadnięci, uspokoili się zaraz.
- Kulwiec ma rację! - rzekł Kokosiński. - Moi mili barankowie, potrzeba nam teraz zgody
więcej niż kiedykolwiek... Ja bym radził ruszać co prędzej do Kmicica, żeby zaś ona go
prędzej nie obaczyła, bo opisałaby nas jak diabłów. Dobrze, że tam żaden na nią nie
warknął, choć mnie samemu świerzbiały ręce i język... Ruszajmy do Kmicica. Ma ona go na
nas podbechtać, to lepiej my go wpierw podbechtajmy. Nie daj Bóg, aby nas opuścił. Zaraz
by tu obławę na nas, jak na wilków, uczyniono.
- Furda! - rzekł Ranicki. - Nic nam nie uczynią. Teraz wojna; mało to ludzi po świecie
bez dachu i chleba się włóczy? Zbierzem sobie partię, towarzysze mili, i niech nas
wszystkie trybunały ścigają! Daj rękę, Rekuć, odpuszczam ci!
- Byłbym ci uszy obciął - zapiszczał Rekuć - ale już pogódźmy się! wspólna nas konfuzja
spotkała.
- Kazać pójść precz takim jak my kawalerom! - rzekł Kokosiński.
- I mnie, w którym senatorska krew płynie! - dodał Ranicki.
- Ludziom godnym! familiantom!
- Źołnierzom zasłużonym !
- I exulom !
- Sierotom niewinnym!
- Mam buty wyporkiem podszyte, ale już mi nogi marzną - rzekł Kulwiec.
- Co będziemy jak dziady pod tym domem stali, nie wyniosą nam tu piwa grzanego! Nic tu po
nas! Siadajmy i jedźmy. Czeladź lepiej odesłać, bo co po nich bez strzelb i broni, a sami
jedźmy.
- Do Upity!
- Do Jędrusia, przyjaciela zacnego! Przed nim się poskarżym.
- Bylebyśmy go nie minęli.
- Na koń, towarzysze! na koń!
Siedli i ruszyli stępą, gniew i wstyd przeżuwając. Za bramą Ranicki, którego złość
trzymała jeszcze jak za gardło, odwrócił się i pogroził pięścią dworowi.
- Ej, krwi mi ! ej, krwi !
- N iechby się tylko z Kmicicem pokłócili ! - rzekł Kokosiński -przyjechalibyśmy tu
jeszcze z hubką.
- Może to być.
- Boże nam pomóżl - dodał Uhlik.
- Pogańska córka, cieciórka zaciekła!..
Tak klnąc i sierdząc się na pannę, a czasem na siebie samych warcząc, dojechali do lasu.
Ledwie minęli pierwsze drzewa, ogromne stado wron zawichrzyło się nad ich głowami. Zend
począł zaraz krakać przeraźliwie; tysiące głosów odpowiedziało mu z góry. Stado zniżyło
się tak, że aż konie poczęły się lękać szumu skrzydeł.
- Stul gębę! -krzyknął na Zenda Ranicki. - Jeszcze nieszczęście wykraczesz! Kraczą nad
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional