lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 390

nie za tyraństwo, nie za złe uczynki, ale dlatego, że przyszedł drugi, mocniejszy? Gdzie
jest taki, co by prywatę więcej ukochał, a sprawę publiczną więcej podeptał? Co oni mają,
ekscelencjo?... Niechże mi kto choć jedną cnotę wymieni: czy stateczność, czy rozum, czy
przebiegłość, czy wytrwałość, czy wstrzemięźliwość? Co oni mają? Jazdę dobrą? tak! i nic
więcej... To i Numidowie ze swej jazdy słynęli, i Galowie, jak to w rzymskich historykach
czytać można, sławnego mieli komunika, a gdzież są? Zginęli, jak i ci zginąć muszą. Kto
ich chce ratować, ten jeno czas próżno traci, bo oni sami nie chcą się ratować!... Jeno
szaleni, swawolni, źli i przedajni tę ziemię zamieszkują!
Wrzeszczowicz ostatnie słowa wymówił z prawdziwym wybuchem nienawiści, dziwnej w
cudzoziemcu, który chleb znalazł wśród tego narodu; ale Lisola nie dziwił się. Wytrawny
dyplomata znał świat i ludzi, wiedział, że kto nie umie płacić sercem swemu dobroczyńcy,
ten gorliwie szuka w nim win, by nimi własną niewdzięczność osłonić. Zresztą może i
przyznawał on słuszność Wrzeszczowiczowi, więc nie protestował; natomiast spytał nagle:
- Panie Weyhard, czy waćpan jesteś katolikiem? Wrzeszczowicz zmieszał się.
- Tak jest, ekscelencjo! - odpowiedział.
- Słyszałem w Wieluniu, że są tacy, którzy namawiają jego królewską mość Karola Gustawa,
ażeby klasztor jasnogórski zajął... Czy to prawda?
- Ekscelencjo! klasztor leży blisko śląskiej granicy, i Jan Kazimierz snadnie od niego
zasiłki mieć może. Musimy go zająć, aby temu przeszkodzić... Jam pierwszy zwrócił na to
uwagę i dlatego jego królewska mość mnie tę funkcję powierzył.
Tu Wrzeszczowicz urwał nagle, przypomniał sobie Kmicica siedzącego w drugim końcu izby i
podszedłszy ku niemu spytał:
- Panie kawalerze, rozumiesz po niemiecku?
- Ani słowa, choćby mi kto zęby rwał! - odpowiedział pan Andrzej.
- A to szkoda, bo chcieliśmy do rozmowy zaprosić. To rzekłszy zwrócił się do Lisoli :
- Jest tu obcy szlachcic, ale po niemiecku nie rozumie, możemy mówić swobodnie.
- Nie mam nic tajnego do powiedzenia - odrzekł Lisola - ale ponieważ jestem także
katolik, nie chciałbym, aby świętemu miejscu stała się jaka krzywda... Źe zaś jestem
pewien, iż i najjaśniejszy cesarz ten sam ma sentyment, tedy będę prosił jego królewskiej
mości, aby mnichów oszczędził. A waćpan nie spiesz się z zajmowaniem, aż do nowej
rezolucji.
- Mam wyraźne, chociaż tajemne instrukcje; waszej ekscelencji tylko ich nie zatajam, bo
cesarzowi, panu memu, zawsze chcę wiernie służyć. Mogę jednak waszą ekscelencję w tym
uspokoić, że świętemu miejscu żadna profanacja się nie stanie. Jam katolik...
Lisola uśmiechnął się i chcąc prawdę z mniej doświadczonego człowieka wydobyć spytał
żartobliwie:
- Ale skarbca mnichom przetrząśniecie? Nie będzie bez tego? Co?
- To się może zdarzyć - odrzekł Wrzeszczowicz. - Najświętsza Panna talarów w przeorskiej
skrzyni nie potrzebuje. Skoro wszyscy płacą, niechże i mnichy płacą.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional