lektory on-line

Krzyżacy - Strona 390

Długi czas jechali w zadumie, rozmyślając o tym złowrogim mnichu-rycerzu, o karze, jaka
go dosięgła, a wreszcie Jagienka rzekła:
- Sprawiedliwość boska nie folguje. I nie godzi się nawet "Wieczny odpoczynek" za niego
odmówić, bo dla niego nie masz zmiłowania.
- Litościwą macie i tak duszę, żeście kazali go pogrześć - odpowiedział Czech.
A następnie zaczął mówić z pewnym wahaniem:
- Ludzie prawią, ba! może i nie ludzie, jeno czarownice i czarownik!, że niby powróz albo
też rzemień z wisielca daje jakoweś szczęście we wszystkim, ale nie wziąłem rzemienia z
Zygfryda, bo ja dla was nie od czamoksięstwa, tylko od Pana Jezusowej mocy szczęścia
wyglądam.
Jagienka nie odrzekła na razie nic i po chwili dopiero, westchnąwszy kilkakroć, rzekła
jakby sama do siebie:
- Hej! Moje szczęście za mną, nie przede mną!
Rozdział XXVII
Dopiero w dni dziewięć po wyjeździe Jagienki stanął Zbyszko na granicy Spychowa, ale
Danusia była Już tak bliska śmierci, że zupełnie stracił nadzieję, czyją żywą ojcu
dowiezie. Zaraz następnego dnia, gdy poczęła nie do rzeczy odpowiadać, spostrzegł, iż nie
tylko umysł jej jest zwichnięty, ale że przy tym i ciało ogarnia jakaś choroba, przeciw
której nie ma już sił w tym wycieńczonym przez niewolę, więzienie, mękę, i ustawiczny
strach dziecku. Może być, że odgłosy zaciekłej walki, jaką Zbyszko i Maćko stoczyli z
Niemcami, przepełniły ten kielich przerażenia i że właśnie w tej chwili napadła ją owa
choroba, dość że gorączka nie opuszczała jej odtąd prawie aż do końca drogi. Była to
nawet poniekąd okoliczność pomyślna, albowiem przez straszną puszczę, wśród niezmiernych
trudów, wiózł ją Zbyszko jak martwą, nieprzytomną i o niczym nie wiedzącą. Po przebyciu
puszcz, gdy weszli do "zbożnego" kraju, między osady kmiece i szlacheckie, skończyły się
niebezpieczeństwa i trudy. Ludzie, dowiadując się, że to wiozą swojackie dziecko, odbite
Krzyżakom, a do tego córkę sławnego Juranda, o którym "gądkowie" tyle śpiewali już pieśni
po gródkach, dwo-rzyszczach i chatach, prześcigali się w usługach i pomocy. Dostarczano
zapasów i koni. Wszystkie drzwi stawały otworem. Nie potrzebował już Zbyszko wieźć Danusi
w kolebce między końmi, gdyż silni młodziankowie przenosili ją w noszach ode wsi do wsi
tak troskliwie i ostrożnie, jakby jakąś świętość nieśli. Niewiasty otaczały ją
najtkliwszą opieką. Mężowie, słuchając opowieści ojej krzywdach, zgrzytali zębami i
niejeden nakładał zaraz żelazne blachy, chwytał za miecz, za topór albo za kopię i jechał
dalej za Zbyszkiem, by pomścić się "z nawiązką", bo nie dość wydawało się zawziętemu
pokoleniu równo krzywdą za krzywdę zapłacić.
Ale Zbyszko nie myślał w tej chwili o zemście, tylko jedynie o Danusi. Źył między
przebłyskami nadziei, gdy chwilowo czyniło się chorej lepiej, a głuchą rozpaczą, gdy stan
jej pogarszał się widomie. A co do tego nie mógł się już łudzić. Nieraz z początku
podróży przelatywała mu przez głowę zabobonna myśl, że może tam gdzieś po bezdrożach,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional