lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 385

Lecz z drugiej strony nie brakło panu Andrzejowi i umartwień. Intencję szczerą miał, ale
czy nie za późno się z nią wybrał? Czy jeszcze była jakakolwiek droga, jakakolwiek
sposobność? Rzeczpospolita z każdym dniem zdawała się być więcej pogrążoną i trudno było
zamykać oczu na straszliwą prawdę, że nie masz dla niej ratunku. Niczego sobie więcej nie
życzył Kmicic, jak poczynać jakowąś robotę, lecz ludzi chętnych nie widział. Coraz nowe
postacie, coraz nowe twarze przewijały się przed nim w czasie podróży, ale ich widok,
słuchanie ich rozmów i dyskusyj odbierało tylko resztę nadziei.
Jedni duszą i ciałem przeszli do szwedzkiego obozu, szukając w nim własnej prywaty; ci
pili, hulali i weselili się jak na stypie, topiąc w kielichach i rozpuście wstyd i
szlachecki honor.
Drudzy rozprawiali w niepojętym zaślepieniu o potędze, jaką utworzy Rzeczpospolita w
połączeniu ze Szwecją, pod berłem pierwszego w świecie wojownika, i tacy byli
najniebezpieczniejsi, bo przekonani szczerze, że orbis terrarum musi przed takim aliansem
uchylić głowy.
Trzeci, jak pan starosta sochaczewski, ludzie zacni i ojczyźnie życzliwi, badali znaki na
ziemi i niebie, powtarzali proroctwa i dopatrując woli bożej we wszystkim, co się działo,
i nieugiętego przeznaczenia, dochodzili do wniosku, że nie masz nadziei, że nie masz
ratunku, że koniec świata się zbliża - więc byłoby szaleństwem o ziemskim wybawieniu, nie
o niebieskim zbawieniu myśleć.
Inni na koniec kryli się po lasach lub z życiem uchodzili za granicę.
Tak więc spotykał pan Kmicic jeno wyuzdanych, zepsutych, szalonych albo trwożliwych, albo
zdesperowanych; nie spotykał ufających.
A tymczasem fortuna szwedzka rosła. Wieść, że resztki wojska buntują się, zmawiają, grożą
hetmanom i chcą przejść do Szwedów, nabierała z każdym dniem pewności. Pogłoska, że pan
chorąży Koniecpolski ze swoją dywizją poddał się Karolowi Gustawowi, jak grom rozgrzmiała
po wszystkich krańcach Rzeczypospolitej i wypędziła resztę wiary z serc, bo przecie pan
Koniecpolski był to zbaraski rycerz. Za nim poszli pan starosta jaworowski i książę
Dymitr Wiśniowiecki, którego nie powstrzymało nieśmiertelną sławą okryte nazwisko.
Poczęto już wątpić i o panu marszałku Lubomirskim. Ci, którzy go dobrze znali,
twierdzili, że ambicja rozum w nim i miłość do ojczyzny przewyższa, że dotąd stał przy
królu, bo mu pochlebiało, że oczy wszystkich były nań zwrócone, iż go jedni i drudzy
ciągnęli, zapraszali, iż mu wmawiano, że losy ojczyzny trzyma w ręku. Lecz wobec
szczęścia szwedzkiego począł się wahać, ociągać i coraz wyraźniej dawał, gwoli własnej
dumie, uczuć nieszczęsnemu Janowi Kazimierzowi, iż może go zbawić albo ostatecznie
pogrążyć.
Król tułacz siedział w Głogowej i z garści wiernych, którzy los jego dzielili, coraz ktoś
go opuszczał i do Szwedów przechodził. Tak słabi łamią się w dniach niedoli, nawet tacy,
którym pierwszy poryw serca uczciwą i ciernistą drogą iść każe. Karol Gustaw przyjmował
ich z otwartymi rękoma, nagradzał, obietnicami obsypywał, resztę wiernych kusił i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional