lektory on-line

Krzyżacy - Strona 381

Dwa razy jednak świstały za Czechem groty i gonił go okrzyk:
"Wokili!" (Niemcy!), on zaś wolał umykać niż wywodzić się, kto jest. Nareszcie po kilku
jeszcze dniach zaczął przypuszczać, że może już i przejechał granicę, ale na razie nie
było się kogo spytać. Dopiero od osaczników mówiących polską mową dowiedział się, że na
koniec stanął na ziemiach mazowieckich.
Tam szło już łatwiej, chociaż całe wschodnie Mazowsze szumiało również jedną puszczą. Nie
skończyło się także bezludzie, ale tam, gdzie zdarzyła się osada, mieszkaniec mniej był
nieużyty, może dlatego, że nie karmił się wciąż nienawiścią, a może i z tej przyczyny, że
Czech odzywał się zrozumiałym dla niego językiem. Bieda bywała tylko z niezmierną
ciekawością tych ludzi, którzy otaczali gromadnie jeźdźców i zarzucali ich pytaniami, a
dowiedziawszy się, że jeńca-Krzyżaka wiodą, mówili:
- Podarujcież go nam, panie; już my go sprawim! I prosili tak natarczywie, że Czech
często musiał się gniewać albo tłumaczyć im, że jeniec jest książęcy. To wówczas
ustępowali. Później, w kraju już osiadłym, ze szlachtą i włodykami nie szło też łatwo.
Wrzała tam nienawiść przeciw Krzyżakom, pamiętano bowiem żywo wszędzie zdradę i krzywdę
wyrządzoną księciu wówczas, gdy w czasie największego spokoju porwali go Krzyżacy pod
Złotoryją i zatrzymali jako więźnia. Nie chciano tam już wprawdzie "sprawiać" Zygfryda,
ale ten lub ów twardy szlachcic mówił: "Rozwiążcie go, to mu dam oręż i za miedzą pozwę
go na śmierć". Takim wkładał jako łopatą w głowę Czech, że pierwsze prawo do pomsty ma
nieszczęsny pan spychowski i że nie wolno go jej pozbawiać.
Ale w osiadłych stronach łatwo już szła podróż, bo były jakie takie drogi i konie wszędy
karmiono owsem lub jęczmieniem. Jechał też Czech żywo, nie zatrzymując się nigdzie, i na
dziesięć dni przed Bożym Ciałem stanął w Spychowie.
Przyjechał wieczorem, jak wówczas, gdy go był Maćko ze Szczytna z wiadomością o swoim
odjeździe na Źmujdź przysłał, i tak samo jak wówczas zbiegła do niego, ujrzawszy go z
okna, Jagienka, a on jej do nóg padł, słowa przez chwilę nie mogąc przemówić. Ale ona
podniosła go i pociągnęła co rychlej na górę, nie chcąc przy ludziach wypytywać.
- Co za nowiny? - spytała, drżąc z niecierpliwości i ledwie mogąc dech złapać. - Źywi są?
Zdrowi?
- Źywi! Zdrowi!
- A ona znalazła się?
- Jest. Odbili ją.
- Pochwalony Jezus Chrystus!
Ale mimo tych słów twarz jej stała się jakby skrzepła, bo od razu wszystkie jej nadzieje
rozsypały się w proch.
Siły wszakże nie opuściły jej i nie straciła przytomności, a po chwili opanowała się
zupełnie i poczęła znów pytać:
- Kiedy zaś tu staną?
- Za kilka dni! Ciężka to droga - z chorą.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional