lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 38

- I stajennego rozszczepili?...
- A jakże! A najgorzej dziewczętom się krzywda dzieje. Już im dworskich nie dość i po wsi
łowią...
Nastała znowu chwila milczenia. Gorące rumieńce wystąpiły na twarz panny i nie znikały
już więcej.
- Kiedy się tam pana spodziewają z powrotem?...
- Oni, panienka, nie wiedzą, jeno słyszałem, jak mówili między sobą, że trzeba jutro
całej kompanii do Upity ruszyć. Kazali, żeby konie były gotowe. Mają tu wstąpić i
panienki o czeladź prosić i o prochy, że tam mogą być potrzebne.
- Mają tu wstąpić?... to dobrze. Idź teraz, Znikis, do kuchni. Już nie wrócisz do Lubicza.
- Ażeby tobie Bóg dał zdrowie i szczęście!...
Panna Aleksandra wiedziała, co chciała, ale też wiedziała, jak jej należy postąpić.
Nazajutrz była niedziela. Rankiem, nim panie z Wodoktów wyjechały do kościoła, przybyli
panowie: Kokosiński, Uhlik, Kulwiec-Hippocentaurus, Ranicki, Rekuć i Zend, a za nimi
czeladź lubicka, zbrojno i konno, postanowili bowiem kawalerowie iść w pomoc panu
Kmicicowi do Upity.
Panna wyszła przeciw nim spokojna i wyniosła, zupełnie inna od tej, która ich witała po
raz pierwszy przed kilku dniami; ledwie głową kiwnęła w odpowiedzi na uniżone ich ukłony,
ale oni myśleli, że to nieobecność pana Kmicica czyni ją tak ostrożną, i nie poznali się
na niczym.
Zaraz tedy wystąpił pan Jarosz Kokosiński, śmielszy już jak za pierwszym razem, i rzekł:
- Jaśnie wielmożna panno łowczanko dobrodziko! My tu po drodze do Upity wstępujemy, aby
waćpannie dobrodzice do stópek upaść i o auxilia prosić: jako o prochy, strzelby, i żebyś
waćpanna czeladzi swej na koń sieść kazała i z nami jechać. Weźmiemy szturmem Upitę i
łyczkom trochę krwi upuścimy.
- Dziwi mnie -odrzekła Billewiczówna - że waćpanowie do Upity jedziecie, gdyż sama
słyszałam, jak pan Kmicic wam spokojnie w Lubiczu siedzieć przykazał, a tak myślę, że
jemu przystoi rozkazywać, a waszmościom słuchać, jako podkomendnym.
Kawalerowie usłyszawszy te słowa spojrzeli na siebie ze zdumieniem. Zend wysunął wargi,
jak gdyby chciał po ptasiemu zagwizdać, Kokosiński począł się głaskać szeroką dłonią po
głowie.
- Jako żywo! -rzekł - myślałby kto, że waćpanna do ciurów pana Kmicica mówisz. Prawda
jest, żeśmy mieli w domu siedzieć, ale gdy czwarty dzień idzie, a Jędrusia nie ma,
przyszliśmy do takowej konwikcji, że się tam mógł znaczny jakiś tumult uczynić, w którym
i nasze szable się przygodzą.
- Pan Kmicic nie na bitwę pojechał, jeno żołnierzy swawolników karać, co by się łatwo i
waćpanom przytrafić mogło, gdybyście przeciw rozkazowi wystąpili. Z resztą prędzej by się
tam tumult i siekanina przy was mogła zdarzyć.
- Trudno nam z waćpanną deliberować. Prosim tylko o prochy i ludzi.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional