lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 369

swawoli i zdzierstwa. Ale mniejsze podjazdy, daleko od oczu komendantów wysyłane, nic na
rozkazy nie zważają i spokojnych ludzi łupią.
Płynęli więc lasami, nigdzie Szwedów nie spotykając, nocując po smolarniach i osadach
leśnych. Między Kurpiami, chociaż prawie nikt z nich nie widział dotąd Szwedów, chodziły
najrozmaitsze wieści o najściu kraju. Mówiono, że przybył lud zza morza, mowy Iudzkiej
nie rozumiejący, nie wierzący w Chrystusa Pana, Najświętszą Pannę ani we wszystkich
świętych i dziwnie drapieżny. Inni prawili o nadzwyczajnym łakomstwie tych nieprzyjaciół
na bydło, skóry, orzechy, miód i grzyby suszone, których jeśli im odmawiano, wówczas
podpalali puszczę. Niektórzy twierdzili przeciwnie, że to jest naród wilkołaków, chętnie
ludzkim mięsem, a mianowicie mięsem dziewczyn się karmiący.
Pod wpływem tych groźnych wieści, które w największe głębie puszczańskie zaleciały, jęli
się Kurpikowie ?poczuwać" i zhukiwać po lasach. Ci, którzy wyrabiali potaż i smołę, i ci,
którzy zbieraniem chmielu się trudnili, i drwale, i rybitwowie, którzy zastawiali
więcierze po zarosłych wybrzeżach Rosogi, i wnicznicy, i myśliwi, i pszczołowody, i
bobrownicy zbierali się teraz po znaczniejszych osadach, słuchając opowiadań, udzielając
sobie nowin i radząc, jak by nieprzyjaciela, jeśliby się w puszczy pokazał, wyżenąć.
Kmicic, jadąc ze swym orszakiem, nieraz spotykał większe i mniejsze kupy tego ludu
przybranego w konopne koszule i skóry wilcze, lisie lub niedźwiedzie. Nieraz też
zastępowano mu na przesmykach i pasach pytając:
- Kto ty? Czy nie Szwed?
- Nie! - odpowiadał pan Andrzej.
- Niech ciebie Bóg broni!
Pan Andrzej przypatrywał się z ciekawością tym ludziom żyjącym ustawicznie w mrokach
leśnych, których twarzy nie opalało nigdy odkryte słońce; podziwiał ich wzrost, śmiałość
wejrzenia, szczerość mowy i wcale niechłopską fantazję.
Kiemlicze, którzy ich znali, zapewniali pana Andrzeja, że nie masz nad nich strzelców w
całej Rzeczypospolitej. Jakoż zauważył, że wszyscy mieli dobre niemieckie rusznice, które
z Prus za skóry wymieniali. Kazał im też swą sprawność w strzelaniu okazywać i zdumiewał
się jej widokiem, a w duszy myślał:
?Gdyby mi przyszło partię zbierać, tu bym przyszedł."
W Myszyńcu samym znalazł wielkie zgromadzenie. Przeszło stu strzelców trzymało
ustawicznie straż przy misji, bo obawiano się, że Szwedzi tu najpierwej się pokażą,
zwłaszcza że starosta ostrołęcki kazał wyciąć drogę w lasach, aby księża, w misji
osiedli, mogli mieć ?do świata przystęp".
Chmielarze, którzy swój towar dostawiali aż do Przasnysza tamtejszym sławnym piwowarom i
z tego powodu uchodzili za ludzi bywałych, opowiadali, że w Łomży, w Ostrołęce i
Przasnyszu roi się od Szwedów, którzy tak już tam gospodarują jak w domu i podatki
wybierają.
Kmicic jął namawiać Kurpiów, by nie czekając Szwedów w puszczy, uderzyli na Ostrołękę i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional