lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 368

Janusz nic nie odpowiedział, oparł głowę na złożonych pięściach i myślał.
- Niechże tak będzie! - rzekł wreszcie. - Niech się spełni...
- Coś postanowił? - Jutro ruszam na Podlasie, a za tydzień uderzę na Sapiehę.
- Toś Radziwiłł! - rzekł Bogusław.
I podali sobie ręce. Po chwili Bogusław udał się na spoczynek. Janusz pozostał sam. Raz i
drugi przeszedł ciężkim krokiem przez komnatę, na koniec zaklaskał w ręce. Paź pokojowiec
wszedł do izby.
- Niech astrolog za godzinę przyjdzie do mnie z gotową figurą - rzekł.
Paź wyszedł, a książę znów począł chodzić i odmawiać swe kalwińskie pacierze. Po czym
zaczął śpiewać półgłosem psalm, przerywając często, bo mu oddechu brakło, i spoglądając
od czasu do czasu przez okno na gwiazdy migocące na firmamencie.
Powoli światła gasły w zamku, ale prócz astrologa i księcia jedna jeszcze istota czuwała
w swej komnacie, a mianowicie Oleńka Billewiczówna. Klęcząc przed swym łóżkiem, splotła
obie ręce na głowie i szeptała z zamkniętymi oczyma:
- Zmiłuj się nad nami... Zmiłuj się nad nami!
Pierwszy raz od czasu wyjazdu Kmicica nie chciała, nie mogła modlić się za niego.
tom II
Rozdział IX
Pan Kmicic posiadał wprawdzie glejty radziwiłłowskie do wszystkich kapitanów, komendantów
i gubernatorów szwedzkich, aby mu wszędy wolny przejazd dano i wstrętu nie czyniono, lecz
nie śmiał z tych glejtów korzystać. Spodziewał się bowiem, że książę Bogusław zaraz z
Pilwiszek pchnął na wszystkie strony posłańców z ostrzeżeniem do Szwedów o tym, co się
stało, i z rozkazem chwytania Kmicica. Dlatego to pan Andrzej i obce nazwisko przyjął, i
nawet stan odmienił. Omijając więc Łomżę i Ostrołękę, do których pierwej ostrzeżenia
dojść mogły, pędził swe konie wraz z kompanią ku Przasnyszowi, skąd na Pułtusk pragnął
się przebrać do Warszawy.
Nim jednak do Przasnysza doszedł, czynił krąg nad granicą pruską na Wąsosz, Kolno i
Myszyniec, dlatego że Kiemlicze, znając dobrze tamtejsze puszcze, byli świadomi przejść
leśnych, a prócz tego mieli swe ?komitywy" między Kurpiami, od których w nagłym razie
mogli się pomocy spodziewać. Kraj nad granicą był już po większej części zajęty przez
Szwedów, którzy jednak, ograniczając się na zajmowaniu miast znaczniejszych, niezbyt
śmiele zapuszczali się w drzemiące i niezgłębione lasy, zamieszkałe przez ludność
zbrojną, myśliwą, nigdy z lasów się nie wychylającą i tak jeszcze dziką, że właśnie rok
temu królowa Maria Ludwika kazała wznieść kaplicę w Myszyńcu i osadziła w niej jezuitów,
którzy mieli uczyć wiary i łagodzić obyczaje puszczańskiego ludu.
- Im dłużej nie napotkamy Szwedów - mówił stary Kiemlicz - tym dla nas lepiej.
- Musimy ich w końcu napotkać - odpowiadał pan Andrzej.
- Kto ich napotka przy większym mieście, temu często boją się krzywdy uczynić, bo jako w
mieście, jest zawsze jakowyś rząd i jakowyś starszy komendant, do którego można skarżyć.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional