lektory on-line

Krzyżacy - Strona 363

zacios, ujechaliśmy okrutny szmat drogi. Na krakowskim zegarze byłoby godzin ze trzy...
To tedy Sanderus dawno jest między nimi i miał czas opowiedzieć im swoje przygody. Byle
jeno nie zdradził.
- Nie zdradzi - odrzekł Zbyszko.
- I byle mu uwierzyli - kończył Macko - bo jeśli nie uwierzą, to będzie z nim źle.
- A czemu by zaś nie mieli uwierzyć. Albo to o nas wiedzą? A przecie jego znają. Nieraz
zdarzy się brańcowi z niewoli uciec.
- Bo mnie o to chodzi, że jeśli powiedział im, iż z niewoli ucieka, to może pościgu się
za nim bali i zaraz ruszyli.
- Nie. Potrafi on klimkiem rzucić. A to rozumieją, że pościg tak daleko by nie poszedł.
Na czas umilkli, lecz po chwili Maćkowi zdało się, że Zbyszko coś szepce do niego, więc
się odwrócił i zapytał:
- Jako powiadasz?
Ale Zbyszko oczy miał wzniesione w górę i nie do Maćka szeptał, tylko polecał Bogu
Danuśkę i swoje śmiałe przedsięwzięcie.
Macko począł się też żegnać, ale zaledwie uczynił pierwszy znak krzyża, gdy jeden z
posłanych naprzód pacholików wysunął się ku nim nagle z leszczynowych gąszczów:
- Smolarnia! - rzekł. - Są!
- Stój! - szepnął Zbyszko i w tej samej chwili zeskoczył z konia.
Za nim zeskoczył Macko, Czech i pacholikowie, z których trzej dostali rozkaz, aby
zatrzymali się z końmi, mając je w pogotowiu i bacząc, aby broń Boże który z rumaków nie
zarżał. Pięciu pozostałym rzekł Macko:
- Będzie tam dwóch masztalerzy i Sanderus, których w mig mi powiążecie, a gdyby któren
zbrojny był i chciał się bronić, to go w łeb.
I ruszyli zaraz naprzód. Po drodze szepnął jeszcze Zbyszko stryjcowi:
- Bierzcie starego Zygfryda, a ja Arnolda.
- Pilnuj się jeno! - odpowiedział stary.
I mrugnął na Czecha, dając mu do zrozumienia, aby w każdej chwili gotów był nieść pomoc
młodemu panu.
Ów zaś skinął głową, że tak i będzie, przy czym nabrał tchu w piersi i zmacał, czy miecz
łatwo mu wychodzi z pochew.
Lecz Zbyszko spostrzegł to i rzekł:
- Nie! Tobie rozkazuję ku kolebce zaraz skoczyć i nie odstępować jej ni piędzią podczas
bitki.
Szli szybko i cicho, ciągle wśród leszczynowej gęstwy, ale nie szli już daleko, gdyż
najwyżej po dwóch stajaniach zarośla urywały się nagle, okalając małą polankę, na której
widać było wygasłe kopce smolarskie i dwie ziemne chaty, czyli numy, w których zapewne
mieszkali smolarze, dopóki nie wygnała ich stąd wojna. Zachodzące słońce oświecało
ogromnym blaskiem łąkę, kopiec i obie stojące dość daleko od siebie numy. Przed jedną z
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional