lektory on-line

Krzyżacy - Strona 358

sobie bowiem, iż począwszy od miejsca, w którym Skirwoiłło stoczył bitwę, droga na
długiej przestrzeni w stronę odwrotną pokryta była trupami Zmujdzinów, pociętych tak
strasznie, jakby ich pobiła ręka olbrzyma.
- Wszelako jakżeś ty to wszystko mógł widzieć? - zapytał Sanderusa.
- Widziałem to - odparł włóczęga - bom się chycił za ogon jednego z tych koni, które
niosły kolebkę, i uciekałem razem, pókim nie dostał kopytem w brzuch. Naonczas mnie
zemdliło i dlategom się dostał w ręce waszmościów.
- Jużci, mogło się tak przygodzić - rzekł Hlawa - ale ty bacz, abyś czego nie zełgał,
gdyż źle byś na tym wyszedł!
- Znak jeszcze jest - odpowiedział Sanderus - kto chce, może go zobaczyć; wszelako lepiej
jest na słowo uwierzyć niż być potępionym za niedowiarstwo.
- Choćbyś i prawdę czasem niechcący rzekł, będziesz wył za świętokupstwo.
I poczęli się przekomarzać, jak to mieli zwyczaj czynić dawniej, lecz dalszą rozmowę
przerwał Zbyszko:
- Szedłeś tamtym krajem, więc go znasz. Jakież tam są w pobliżu zamki i gdzie, jak
mniemasz, mogli się schronić Zygfryd i Arnold?
- Zamków tam w pobliżu nijakich nie masz, gdyż wszystko tam jedna puszcza, przez którą
niedawno przerąbany jest ów gościniec. Wsi i osad też nie ma, bo co było, to sami Niemcy
popalili wskróś tej przyczyny, że jak się zaczęła ta wojna, to tamtejszy lud, który z
tego samego plemienia co i tutejszy pochodzi, podniósł się także przeciw krzyżackiemu
panowaniu. Ja myślę, panie, że Zygfryd i Arnold tułają się teraz po boru i albo będą
chcieli wrócić, skąd przyśli, albo przedostać się ukradkiem do onej fortecy, do której
ciągnęliśmy przed oną nieszczęsną bitwą.
- Pewnikiem tak i jest! - rzekł Zbyszko.
I zamyślił się głęboko. Ze zmarszczonych jego brwi i skupionego oblicza łatwo było
wymiarkować, z jakim rozmyśla wysiłkiem, ale nie trwało to długo. Po chwili podniósł
głowę i rzekł:
- Hlawa! niech konie i pachołcy będą gotowi, bo wraz ruszamy w drogę.
Giermek, który nie miał nigdy zwyczaju zapytywać się o powody rozkazów, podniósł się i
nie rzekłszy ni słowa, skoczył ku koniom; natomiast Maćko wytrzeszczył na bratanka oczy i
zapytał ze zdumieniem:
- A... Zbyszko? Hej! A ty dokąd? Co?... Jakoże?... Lecz ów odpowiedział równie pytaniem:
- A wy co myślicie? Zalim nie powinien?
Na to zamilkł stary rycerz. Zdumienie gasło stopniowo na jego twarzy; ruszył głową raz i
drugi, a wreszcie odetchnął z głębi piersi i rzekł, jakby odpowiadając sobie samemu:
- No! jużci... Nie ma rady!
I poszedł też ku koniom. Zbyszko zaś zwrócił się do pana de Lorche i za pośrednictwem
umiejącego po niemiecku Mazura rzekł mu:
- Tego od ciebie nie mogę chcieć, abyś mi przeciw tym ludziom pomagał, z którymi pod
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional