lektory on-line

Krzyżacy - Strona 355

niebezpieczeństwo przeminie, porwał Sanderusa płacz tak niepohamowany, iż próżno usiłował
odpowiadać na zadawane mu pytania. Łkanie ściskało mu gardło, wargi się trzęsły, a z oczu
płynęły łzy tak obfite, jakby życie miało razem z nimi wypłynąć.
Wreszcie, przemógłszy się nieco i pokrzepion kobylim mlekiem, którym Litwa nauczyła
krzepić się od Tatarów, począł biadać, że go "synowie Beliala" zbili na leśne jabłko
dzidami, że mu zabrali konia, na którym wiózł relikwie wyjątkowej mocy i ceny, a na
koniec, że gdy go przykrępowano do drzewa, mrówki pogryzły mu tak nogi i całe ciało, iż
czeka go na pewno śmierć, nie dziś, to jutro.
Lecz Zbyszka chwycił w końcu gniew, więc porwał się i rzekł:
- Odpowiadaj, powsinogo, na to, o co pytam, i bacz, aby cię coś gorszego nie spotkało!
- Jest tu opodal mrowisko czerwonych mrówek - ozwał się Czech. - Każcie go, panie, na nim
położyć, a wnet język w gębie odnajdzie.
Hlawa nie mówił tego szczerze i uśmiechał się nawet, albowiem w sercu miał dla Sanderusa
życzliwość, lecz ów przeraził się i jął wołać:
- Miłosierdzia! miłosierdzia! Dajcie mi jeszcze tego pogańskiego napitku, a opowiem
wszystko, com widział i czegom nie widział!
- Jeśli choć słowo zełżesz, wbiję ci klin między zęby! - odrzekł Czech.
Lecz zbliżył mu powtórnie do ust bukłak z kobylim mlekiem, ów zaś chwycił go, przywarł do
niego chciwie ustami jak dziecko do piersi matki i począł łykać, otwierając i zamykając
na przemian oczy. Aż gdy wyciągnął ze dwie kwarty lub więcej, otrząsnął się, położył
sobie na kolanach bukłak i rzekł, jakby się poddając konieczności:
- Paskudztwo!...
Po czym do Zbyszka:
- Ale teraz pytaj, zbawco!
- Była-li moja niewiasta w tym oddziele, z którym szedłeś? Na twarzy Sanderusa odbiło się
pewne zdziwienie. Słyszał on był wprawdzie, że Danusia była żoną Zbyszka, ale że ślub był
tajny i że zaraz ją porwano, więc w duszy zawsze myślał o niej tylko jako o Jurandowej
córce. Jednakże odpowiedział z pośpiechem:
- Tak, wojewodo! była! ale Zygfryd de Lowe i Arnold von Baden przebili się przez
nieprzyjaciół.
- Widziałeś ją? - pytał z bijącym sercem młodzian.
- Oblicza jej nie widziałem, panie, ale widziałem między dwoma końmi kolebkę z wikliny,
całkiem zamkniętą, w której kogoś wieźli, i strzegła jej ta sama jaszczurka, ta sama
służka zakonna, która przyjeżdżała od Danvelda do leśnego dworu. A i śpiewanie słyszałem
też żałosne z kolebki dochodzące...
Zbyszko aż pobladł ze wzruszenia, siadł na pniu i przez chwilę nie wiedział, o co pytać
więcej. Maćko i Czech byli też wzruszeni niepomiernie, gdyż ważną i wielką usłyszeli
nowinę. Czech pomyślał może przy tym o tej swojej kochanej pani, która została w
Spychowie, a dla której wiadomość ta była jakby wyrokiem na niedolę.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional