lektory on-line

Krzyżacy - Strona 352

kruka podobnym:
- Z ciebiem rad i z siebiem rad. Nieprędko przyjdą posiłki, a jeśli kniaź wielki
nadejdzie, będzie też rad, bo zamek będzie nasz.
- Kogoś wziął z jeńców? - spytał Zbyszko.
- Płoć jeno, żadnej szczuki. Była jedna, było dwie, ale uszły. Zębate szczuki! Ludzi
nacięły i uszły!
- Mnie Bóg zdarzył jednego - odrzekł młodzian. - Możny to rycerz i znamienity, chociaż
świecki - gość!
A straszny Źmujdzin objął się za szyję rękoma, po czym prawicą uczynił gest, jakby
pokazując idący w górę od szyi powróz.
- Będzie mu tak! - rzekł. - Tak jako i innym... tak. Na to Zbyszko zmarszczył brwi.
- Nie będzie mu ani tak, ani inak, gdyż to mój jeniec i przyjaciel. Razem nas książę
Janusz pasował i jednym palcem tknąć ci go nie dam.
- Nie dasz?
- Nie dam.
I poczęli patrzeć sobie w oczy, marszcząc brwi. Zdawało się, że obaj wybuchną, lecz
Zbyszko, nie chcąc kłótni ze starym wodzem, którego cenił i szanował, a mając przy tym
serce rozkołysane wypadkami dnia, chwycił go nagle za szyję, przycisnął do piersi i
zawołał:
- Zali chciałbyś mi go wydrzeć, a z nim i nadzieję ostatnią? Za co mnie krzywdzisz?
Skirwoiłło nie bronił się uściskom, a wreszcie, wysunąwszy głowę z ramion Zbyszka, począł
spoglądać na niego spode łba i sapać.
- No - rzekł po chwili milczenia -jutro każę moich jeńców powiesić, ale jeśliby ci który
był potrzebny, to ci go też daruję.
Po czym uściskali się po raz wtóry i rozeszli w dobrej zgodzie ku wielkiemu zadowoleniu
Maćka, który rzekł:
- Złością widać z nim nic nie wskórasz, ale dobrocią możesz go jako wosk ugnieść.
- Taki to już naród - odpowiedział Zbyszko - jeno Niemce o tym nie wiedzą.
I to rzekłszy, kazał przywieść przed ognisko pana de Lorche, który wypoczywał w szałasie;
jakoż po chwili przyprowadził go Czech, rozbrojonego, bez hełmu, jeno w skórzanym
kaftanie, na którym wyciśnięte były pręgi od pancerza, i w czerwonej miękkiej mycce na
głowie. De Lorche wiedział już przez giermka, czyim jest jeńcem, ale właśnie dlatego
przyszedł chłodny, dumny, z twarzą, na której przy blasku płomienia można było czytać
upór i wzgardę.
- Dziękuj Bogu - rzekł mu Zbyszko - iże cię podał w moje ręce, bo nic ci ode mnie nie
grozi.
I wyciągnął ku niemu przyjaźnie dłoń, lecz de Lorche ani się poruszył.
- Nie podaję ręki rycerzom, którzy cześć rycerską pohańbili, z Saracenami przeciw
chrześcijanom walcząc.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional