lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 346

- Za Szwedami się opowie? To ja mu się opowiem! Pruska granica niedaleko, a u mnie kilka
tysięcy szabel na zawołanie; Zagłoby w pole nie wywiedzie! Jako mnie tu widzicie, jakom
regimentarz nad tym zacnym wojskiem, tak go ogniem i mieczem nawiedzę. Nie ma wiwendy,
dobrze! znajdziemy jej dość w pruskich gumnach!
- Matko Boska! -zakrzyknął w uniesieniu Rzędzian. -Wasza wielmożność już i koronowanym
głowom zdzierży.
- Zaraz do niego napiszę: ?Mości elektorze! Dość kota ogonem odwracać! Dość wykrętów i
mitręgi! Wychodź przeciw Szwedom, a nie, to jaw odwiedziny do Prus przyjadę. Nie może
inaczej być..." Inkaustu, piór, papieru! Rzędzian, pojedziesz z pismem!
- Pojadę! - rzekł dzierżawca z Wąsoszy, uradowany nową godnością.
Lecz nim przygotowano panu Zagłobie inkaust, pióra i papier, krzyki wszczęły się przed
domem i tłumy żołnierzy zaczerniały przed oknami. Jedni krzyczeli: ?vivat!"- drudzy
hałłakowali po tatarsku. Zagłoba z towarzyszami wyszedł zobaczyć, co się dzieje.
Pokazało się, że prowadzą owe oktawy, o których pan Zagłoba wspominał, a których widok
rozradował teraz serca żołnierskie. Pan Stępalski, gubernator białostocki, przystąpił do
pana Zagłoby i przemówił:
- Jaśnie wielmożny regimentarzu! Od czasu jak nieśmiertelnej pamięci pan marszałek
Wielkiego Księstwa Litewskiego zapisał dobra białostockie na utrzymanie zamku
tykocińskiego, ja, będąc tychże dóbr gubernatorem, wiernie i poczciwie wszelkie czynsze
na pożytek tegoż zamku obracałem, czego i rejestrami mogę przed całą Rzeczpospolitą
dowieść. Tak przeszło dwadzieścia lat pracując, opatrywałem on zamek w prochy, działa i
spyżę, mając to sobie za święty obowiązek, aby każdy grosz tam szedł, dokąd jaśnie
wielmożny marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego iść mu nakazał. Ale gdy w zmiennej
losów kolei zamek tykociński został nieprzyjaciół ojczyzny największą w tym województwie
podporą, pytałem się Boga i własnego sumienia, zali mam mu i nadal siły przysparzać, zali
niepowinienem tych dostatków i wojennych porządków z tegorocznego czynszu nagromadzonych,
do waszej wielmożności rąk oddać...
- Powinieneś... - przerwał z powagą pan Zagłoba.
- O jedno też jeno proszę, aby wasza wielmożność raczyła wobec całego wojska zaświadczyć
i na piśmie mnie pokwitować, jako nic z onych dóbr na własny pożytek nie obróciłem i
wszystko w ręce Rzeczypospolitej, godnie tu przez władzę jaśnie wielmożnego regimentarza
reprezentowanej, zdałem.
Zagłoba kiwnął głową na znak przyzwolenia i zaraz zaczął przeglądać rejestr.
Pokazało się, że prócz oktaw, na strychach śpichrzów ukrytych, jest i trzysta muszkietów
niemieckich bardzo porządnych, dwieście berdyszów moskiewskich dla piechoty, do obrony
murów i wałów, i sześć tysięcy złotych gotowizny.
- Pieniądze między wojsko się rozdzieli - rzekł Zagłoba - a co do muszkietów i
berdyszów...
Tu obejrzał się naokoło.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional