lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 343

Rzędzian nie śmiał być z nim jak dawniej i na samym brzeżku ławy siedział.
- Co ojciec myślisz robić? - zapytał Jan Skrzetuski.
- Przede wszystkim porządek i dyscyplinę utrzymać i żołnierzy zająć, żeby próżnowaniem
nie sparcieli. Widziałem ja to dobrze, panie Michale, żeś jako sysun mamrotał, gdym te
podjazdy na cztery strony świata wysyłał, ale ja musiałem to uczynić, by ludzi do służby
wdrożyć, bo znacznie pole zalegli. To raz, a po wtóre: czego nam brak? Nie ludzi, bo
nalazło i nalezie ich dosyć. Ta szlachta, która do Prus uciekła przed Szwedami z
województwa mazowieckiego, także tu przyjdzie. Ludu i szabel nie zbraknie, jeno wiwendy
niedość, a bez zapasów żadne wojsko w świecie w polu nie wytrzyma. Owóż mam taką myśl,
żeby podjazdom nakazać sprowadzać wszystko, co jeno im w ręce popadnie: bydło, owce,
świnie, zboże, siano, i z tego województwa, i z ziemi widzkiej na Mazowszu, która także
nie widziała dotąd nieprzyjaciela i wszystkiego ma obfitość.
- Ale to szlachta będzie wniebogłosy krzyczeć - zauważył Skrzetuski - jeżeli się im plon
i dobytek zabierze.
- Więcej mi znaczy wojsko niż szlachta. Niech krzyczą! Zresztą, darmo się nie będzie
brać, bo każę kwity wydawać, których tyle już nagotowałem przez dzisiejszą noc, że pół
Rzeczypospolitej wziąść by można za nie w rekwizycję. Pieniędzy nie mam, ale po wojnie i
po wypędzeniu Szwedów Rzeczpospolita to zapłaci. Co mi tam gadacie! Szlachcie gorzej, gdy
wojsko zgłodniałe zajeżdża i rabuje. Mam też myśl lasy splądrować, bo słyszę, że tam siła
chłopstwa z dobytkiem pouciekało! Niechże to wojsko Duchowi Świętemu dziękuje, że je
natchnął do obrania mnie regimentarzem, bo nikt by tu inny sobie tak nie poradził.
- U waszej wielmożności senatorska głowa, to pewno! - rzekł Rzędzian.
- Co? hę? - rzekł Zagłoba, uradowany pochlebstwem - i ciebie, szelmo, w ciemię nie bito.
Rychło patrzeć, jak namiestnikiem cię uczynię, niech się jeno vacans otworzy.
- Dziękuję pokornie waszej wielmożności... - odpowiedział Rzędzian.
- Ot, moja myśl! - mówił dalej Zagłoba. - Naprzód wiwendy tyle zgromadzić, jako byśmy
mieli oblężenie wytrzymać, potem obóz warowny założymy, a wówczas niech przychodzi
Radziwiłł ze Szwedami czy z diabłami. Szelmą jestem, jeżeli tu drugiego Zbaraża nie
uczynię!
- Jak mi Bóg miły, tak to grzeczna myśl - zawołał Wołodyjowski - jeno skąd dział
weźmiemy?- Pan Kotowski ma dwie haubice, u Kmicica jedna wiwatówka, w Białymstoku są
cztery oktawy, które do zamku tykocińskiego miały być wyprawione; bo waćpanowie nie
wiecie, że Białystok na utrzymanie zamku tykocińskiego przez pana Wiesiołowskiego jest
zapisany, i te armaty jeszcze zeszłego roku z czynszów zakupiono, o czym mi pan
Stępalski, gubernator tutejszy, powiedział. Mówi też, że i prochów jest na sto strzałów
do każdej. Damy sobie radę, mości panowie, jeno popierajcie mnie z duszy, a i o cielenie
zapominajcie, które by rade napić się czego, bo i pora już po temu.
Wołodyjowski kazał przynieść pić i dalej gawędzili przy kielichach.
-Myśleliście, że będziecie mieć malowanego regimentarza - mówił Zagłoba siorbając z lekka
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional