lektory on-line

Krzyżacy - Strona 334

- Co tu wskórasz - rzekł z niecierpliwością Maćko - z takim wojskiem, w takiej wojnie!...
Będzie-li co lepszego, to dopiero w lipcu, bo dla Niemców dwie są pory wojenne: zimą i
suchym latem, a teraz to się jeno tli, nie pali. Kniaź Witold podobno do Krakowa pojechał
królowi się opowiedzieć i pozwoleństwo a pomoc jego sobie zjednać.
- Są przecie w pobliżu zamki krzyżackie. Gdyby choć ze dwa zdobyć, znaleźlibyśmy może
Jurandównę albo wiadomość ojej śmierci.
- Albo i nic.
- W tę stronę ją przecie Zygfryd wywiózł. Powiadali to nam i w Szczytnie, i wszędy, i
samiśmy tak myśleli.
- A widziałeś to wojsko? Wyjdźże za namiot i spójrz. Niektórzy pałki jeno mają, a
niektórzy miedziane miecze po pradziadach.
- Ba! Jako słyszałem, chłopy do bitki dobre!
- Ale nie im z gołymi brzuchami zamków dobywać, zwłaszcza krzyżackich.
Dalszą rozmowę przerwało im przybycie Zbyszka i Skirwoiłły, który był wodzem Źmujdzinów.
Był to mąż małego wzrostu, ale krzepki w sobie i barczysty. Pierś posiadał tak wypukłą,
że prawie wyglądała na garb, i niezmiernie długie, sięgające prawie do kolan ręce. W
ogóle przypominał Zyndrama z Maszkowic, słynnego rycerza, którego Maćko i Zbyszko poznali
swego czasu w Krakowie, miał bowiem równie ogromną głowę i takie same pałąkowate nogi.
Mówiono o nim także, że dobrze rozumiał się na wojnie. Wiek życia zbiegł mu w polu
przeciw Tatarom, z którymi długie lata walczył na Rusi, i przeciw Niemcom, których
nienawidził jak zarazy. W tych wojnach nauczył się po rusińsku, a potem na dworze
Witoldowym nieco po polsku; po niemiecku umiał, a przynajmniej powtarzał tylko trzy
wyrazy:
ogień, krew i śmierć. W swojej ogromnej głowie miał zawsze pełno pomysłów i podstępów
wojennych, których Krzyżacy nie umieli ani przewidzieć, ani im zapobiegać - dlatego bano
się go w pogranicznych komturiach.
- Mówiliśmy o wyprawie - rzekł z niezwykłym ożywieniem do Maćka Zbyszko - i dlategośmy tu
przyszli, byście też swoje doświadczone zdanie rzekli.
Maćko usadził Skirwoiłłę na sosnowym pniaku pokrytym niedźwiedzią skórą, następnie kazał
przynieść czeladzi stągiewkę miodu, z której poczęli czerpać rycerze blaszankami i pić,
gdy zaś pokrzepili się godnie, dopieroż Maćko zapytał:
- Chcecie wyprawę uczynić albo co?
- Zamki Niemcom okurzyć...
- Któren?
- Ragnetę albo Nowe Kowno.
- Ragnetę - rzekł Zbyszko. - Cztery dni temu byliśmy pod Nowym Kownem i pobili nas.
- To właśnie - rzekł Skirwoiłło.
- Jakże to?
- Dobrze.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional