lektory on-line

Faraon - Strona 332

zaprowadzić w moim państwie, dwadzieścia, a nawet trzydzieści tysięcy talentów nie będzie
sumą zbyt wielką.
Dlatego - dodał szybko - od was, święci mężowie, będę potrzebował pomocy...
- Każdy zamiar waszej świątobliwości gotowi jesteśmy popierać modłami i procesjami -
rzekł Mefres.
- Owszem, módlcie się i zachęcajcie do tego naród. Ale prócz tego dajcie państwu
trzydzieści tysięcy talentów - odpowiedział faraon.
Arcykapłani milczeli. Pan chwilę czekał, w końcu zwrócił się do Herhora:
- Milczysz, wasza dostojność?
- Sam powiedziałeś, władco nasz, że skarb nie ma funduszu nawet na pogrzeb
Ozirisa-Mer-amen-Ramzesa. Nie mogę więc nawet odgadnąć: skąd wzięlibyśmy trzydzieści
tysięcy talentów?...
- A skarbiec Labiryntu?...
- To są skarby bogów, które można by naruszyć tylko w chwili największej potrzeby państwa
- odparł Mefres.
Ramzes XIII zakipiał gniewem.
- Jeżeli nie chłopi - zawołał uderzając pięścią w poręcz - więc ja potrzebuję tej sumy!...
- Wasza świątobliwość - odparł Mefres - może w ciągu roku zyskać więcej niż trzydzieści
tysięcy talentów, a Egipt dwa razy tyle...
- Jakim sposobem?...
- Bardzo prostym - mówił Mefres. - Każ, władco, wypędzić z państwa Fenicjan...
Zdawało się, że pan rzuci się na zuchwałego arcykapłana: zbladł, drżały mu usta i oczy
wyszły z orbit. Lecz w jednej chwili pohamował się i rzekł na podziw spokojnym tonem:
No, dosyć... Jeżeli tylko takich rad potraficie mi udzielać, obejdę się bez nich...
Przecież Fenicjanie mają nasze podpisy, że im wiernie spłacimy zaciągnięte długi!... Czy
nie przyszło ci to na myśl, Mefresie?...
- Daruj, wasza świątobliwość, ale w tej chwili zajmowały mnie inne myśli. Twoi
przodkowie, panie, nie na papirusach, ale na brązie i kamieniach rzeźbili, że dary,
złożone przez nich bogom i świątyniom, należą i wiecznie będą należały do bogów i do
świątyń.
- I do was - rzekł szyderczo faraon.
- O tyle do nas - odparł zuchwały arcykapłan - o ile państwo należy do ciebie, władco.
Pilnujemy tych skarbów i pomnażamy je, ale trwonić ich - nie mamy prawa...
Dyszący gniewem pan opuścił zebranie i poszedł do swego gabinetu. Jego położenie
przedstawiło mu się okrutnie jasno.
O nienawiści kapłanów do siebie już nie wątpił. To byli ci sami oszołomieni pychą
dostojnicy, którzy w roku zeszłym nie dali mu korpusu Menfi i dopiero zrobili go
namiestnikiem, gdy zdawało im się, że spełnił akt pokory usuwając się z pałacu. Ci sami,
którzy kontrolowali każdy jego ruch, składali o nim raporty, ale jemu, następcy tronu,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional