lektory on-line

Krzyżacy - Strona 328

Westchnęła na to Jagienka i rzekła:
- Zawszeć to chłopu weselej na świecie niż dziewce, bo na ten przykład ty sobie
pojedziesz na wojnę, równie jak pojechali Zbyszko i Maćko, a my tu ostaniem w Spychowie.
- Jakoż inaczej, panienko, ma być? Ostaniecie, ale we wszelkiej przezpieczności. Straszne
jeszcze i teraz Niemcom Juran-dowe imię, com sam widział w Szczytnie, że gdy się
dowiedzieli, iż jest w Spychowie, zaraz strach ich zdjął.
- To wiemy, że tu nie przyjdą, bo i bagno broni, i stary Tolima, jeno ciężko tu będzie
siedzieć bez wieści.
- Jak się co przygodzi, dam znać. Wiem, że jeszcze przed naszym wyjazdem do Szczytna
wybierało się stąd na wojnę z własnej woli dwóch dobrych pachołków, którym Tolima
wzbronić tego nie może, bo są ślachtą z Łękawicy. Teraz pojadą razem ze mną i w razie
czego zaraz którego tu pchnę z nowiną.
- Bóg zapłać. Wiedziałam zawsze, iż rozum masz w każdej przygodzie, ale za twoje serce i
za chętliwość ku mnie to już ci do śmierci będę wdzięczna.
Na to Czech przykląkł na jedno kolano i rzekł:
- Nie krzywd ja, jeno dobrodziejstw u was zaznałem. Wziął ci mnie chłopięciem w jeństwo
rycerz Zych pod Bolesławiem. i bez okupu wolnością obdarował, aleć mi milsza już była
służba u was od wolności. Dajże mi, Boże, dla was krew rozlać, panienko moja!
- Boże cię prowadź i przyprowadź - odpowiedziała Jagienka, wyciągając ku niemu rękę.
Lecz on wolał pochylić się do jej nóg i całować stopy, aby jej cześć oddać tym większą, a
potem podniósł głowę i nie wstając z klęczek, począł mówić nieśmiało i pokornie:
- Prosty ja pachołek, alem szlachcic i sługa wasz wiemy... dajcieże mi jakowy wspominek
na drogę. Nie odmawiajcie mi tego! Jużci nadchodzi czas kośby wojennej, a święty Jerzy mi
świadkiem, że tam w poprzódku, nie zaś w ociągu się znajdę.
- O jakiż wspominek mnie prosisz? - zapytała nieco zdziwiona Jagienka.
- Przepaszcie mnie byle tam krajką na drogę, by jeśli polec mi przyjdzie, lżej mi było
pod waszą przewiązką umierać.
I znów pochylił się do jej stóp, a potem ręce złożył i tak błagał ją, patrząc w jej oczy,
ale na twarzy Jagienki odbił się ciężki frasunek - i po chwili odrzekła jakby z wybuchem
mimowolnej goryczy:
- A mój miły! nie prośże mnie o to, bo ci nic z mojej przewiązki nie przyjdzie. Kto sam
szczęśliwy, ten niech cię przepasze, bo ten ci szczęście przyniesie. A we mnie po
prawdzie co jest? - Nic, jeno smutek! A zaś przede mną - nic, jeno niedola! Oj! nie
napytam ja szczęścia ni tobie, ni komu, bo czego nie mam, tego i dać nie zdolę. Tak ci
mi, Hlawo, źle teraz na świecie, że, że...
Tu umilkła nagle, czując, że jeśli słowo jeszcze powie, to płaczem wybuchnie, a i tak
zaszły jej jakby chmurą oczy. Czech zaś wzruszył się ogromnie, albowiem zrozumiał, że i
wracać jej było źle do Zgorzelic w pobliże drapieżnych komyszy: Cztana i Wilka, i równie
źle zostawać w Spychowie, dokąd prędzej lub później zjechać mógł Zbyszko z Danusią.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional