lektory on-line

Krzyżacy - Strona 325

Maćko miał teraz nadzieję, iż we dwóch ze Zbyszkiem Danusię znajdą, odbiją ją i przywiozą
do Spychowa, z której to właśnie przyczyny sam prosto do Zbyszka pojechał, a im tu zostać
rozkazał.
I głos zadrżał jej w końcu jakby smutkiem albo żalem, a gdy skończyła, w świetlicy
nastała chwila ciszy. Tylko w lipach rosnących na dziedzińcu rozlegały się kląskania
słowików, które zdawały się zalewać przez otwarte okna całą izbę. Oczy wszystkich
zwróciły się na Juranda, który z zamkniętymi oczyma i przechyloną w tył głową nie dawał
najmniejszego znaku życia.
- Słyszycie? - spytał go wreszcie ksiądz Kaleb.
A on przechylił jeszcze bardziej głowę, podniósł lewe ramię i palcem wskazał na niebo.
Blask księżyca padał mu wprost na twarz, na białe włosy, na wykapane oczy, i było w tej
twarzy takie męczeństwo, a zarazem takie jakieś niezmierne zdanie się na wolę Bożą, że
wszystkim zdało się, iż widzą tylko duszę z cielesnych pęt wyzwoloną, która rozbratana
raz na zawsze z ziemskim życiem niczego już w nim nie czeka i nie wygląda.
Więc znów nastało milczenie i znów słychać było tylko fale głosów słowiczych zalewających
dziedziniec i izbę.
Ale Jagienkę ogarnęła nagle litość ogromna i jakby dziecięca miłość do tego nieszczęsnego
starca, za czym idąc za pierwszym popędem, skoczyła ku niemu i chwyciwszy jego dłoń,
poczęła ją całować, a zarazem polewać łzami.
- I ja sierota! - zawołała z głębi wezbranego serca -ja nie pachołek żaden, jeno Jagienka
ze Zgorzelic. Maćko mnie wziął, by mnie od złych ludzi uchronić, ale teraz ostanę z wami,
póki wam Bóg Danusi nie wróci.
Jurand nie okazał nawet zdziwienia, jakby już wiedział poprzednio, że była dziewczyną,
tylko przygarnął i przytulił ją do piersi, a ona całując wciąż jego dłoń, mówiła dalej
głosem przerywanym i łkającym:
- Ostanę z wami, a Danuśka wróci... To potem do Zgorzelic pojadę... Bóg nad sierotami!
Niemcy i mnie tatusia zabiły, ale wasze kochanie żywie i wróci. Dajże to, Boże miłościwy,
dajże, Matko Najświętsza, litościwa...
A ksiądz Kaleb ukląkł nagle i ozwał się uroczystym głosem:
- Kyrie elejson!
- Chryste elejson! - odpowiedział zaraz Czech i Tolima. Wszyscy poklękali, bo zrozumieli,
że to jest litania, jaką odmawiano nie tylko w chwili śmierci, lecz i dla wybawienia ze
śmiertelnego niebezpieczeństwa osób bliskich i drogich. Klękła Jagienka, Jurand obsunął
się z ławy na kolana i chórem poczęto mówić:
- Kyrie elejson! Chryste elejson!...
- Ojcze z nieba, Boże - zmiłuj się nad nami!...
- Synu Odkupicielu świata, Boże - zmiłuj się nad nami...
Głosy ludzkie i wołania błagalne: "Zmiłuj się nad nami!..." mieszały się z kląskaniem
słowików.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional