lektory on-line

Krzyżacy - Strona 322

otwartymi oczyma, który rozumiejąc dobrze, jak niemiłą jej przynosi wiadomość, rzekł:
- Chciałbym też wam sprawę zdać z tego, cośmy w Szczytnie słyszeli, bo siła jest nowin i
ważnych.
- A o Zbyszku są?
- Nie, jeno są szczytnieńskie - wiecie...
- Rozumiem! Konie niech pacholik rozkulbaczy, a wy pójdziecie za mną.
I dawszy rozkaz pacholikowi, poprowadziła Czecha z sobą na górę.
- Czemu to nas Maćko opuścił? Dlaczego mamy w Spychowie ostawać i dlaczegoście wy
wrócili? - zapytała jednym tchem.
- Ja wróciłem - odrzekł Hlawa - bo mi rycerz Maćko kazali. Chciało mi się na wojnę, ale
jak rozkaz, to rozkaz. Powiedzieli mi rycerz Maćko tak: "Wrócisz, będziesz panny
zgorzelickiej pilnował i ode mnie na nowiny czekał. Być może, powiada, że ci przyjdzie ją
do Zgorzelic odprowadzić, bo jużci sama nie wróci".
- Na miły Bóg! cóż się stało? Znalazła się córka Jurandowa? Zali Maćko nie do Zbyszka,
tylko po Zbyszka pojechał? Widziałeś ją? Gadałeś z nią? Czemużeś jej nie przywiózł i
gdzie ona teraz?
Usłyszawszy Czech ten nawał pytań, skłonił się do kolan dziewczyny i rzekł;
- Niechże to nie będzie gniewno waszej miłości, iże na wszystko razem nie odpowiem, bo
nie sposób; jeno będę kolejno na jedno po drugim odpowiadał, jeśli przeszkody nie znajdę.
- Dobrze! Znalazła się czy nie?
- Nie, ale wżdy jest wiadomość pewna, że była w Szczytnie i że ją pono gdzieś ku
wschodnim zamkom wywieźli.
- A my dlaczego mamy siedzieć w Spychowie?
- Ba, a jeśli się odnajdzie?... To jakoś widzi wasza miłość... Bo i prawda, że nie byłoby
po co...
Jagienka zamilkła, tylko policzki jej zapłonęły.
Czech zaś rzekł:
- Myślałem i jeszcze myślę, że z tych psubrackich pazurów nie wyrwiemy jej żywej, ale
wszystko w boskich rękach. Trzeba mi gadać od początku. Przyjechaliśmy do Szczytna - i
dobrze. Rycerz Maćko pokazał podwójciemu pismo Lichtensteina, a podwójci, że to za młodu
miecz za Kunonem nosił, pocałował pieczęć w naszych oczach, przyjął nas gościnnie i w
niczym nie podejrzewał. Źeby się tak miało co chłopa w pobliżu, można by i zamek wziąć,
tak nam dufał... W widzeniu się z księdzem nie było też przeszkód i gadaliśmy przez dwie
noce - i dowiedzieliśmy się dziwnych rzeczy, które ksiądz od kata wiedział.
- Kat niemowa.
- Niemowa, ale księdzu umie wszystko na migi powiedzieć, a ów go tak rozumie, jakby żywym
słowem do niego gadał. Dziwne to rzeczy i był w tym chyba palec Boży. Ów kat obcinał rękę
Jurandowi, wyrywał mu język i wykapywał oczy. On jest taki, ze gdy o męża chodzi, przed
żadną męką się nie wzdrygnie, a choćby mu człeka kazali zębami rwać - i to uczyni. Ale na
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional