lektory on-line

Krzyżacy - Strona 318

komtur, a kapelan do Królewca na jakowy ś duchowny congressus był wyjechał... Oni się tam
często zjeżdżają i skargi na Krzyżaków do papieża ślą, bo i księżom chudziętom pod nimi
ciężko...
- To mi jeno dziwno, że Juranda nie znaleźli! - zauważył Maćko.
- Bo go widać wprzód stary komtur wypuścił. Większa była złość w tym wypuszczeniu, niż
żeby mu byli po prostu gardło wzięli. Chciało im się, żeby pocierpiał przed śmiercią
tyle, ba! i więcej, niż człowiek jego stanu wytrzymać może. Ślepy, niemowa i bez prawicy
- bójcie że się Boga!... Ni do domu trafić, ni o drogę alboli o chleb poprosić...
Myśleli, że zamrze gdzie pod płotem z głodu albo się w jakowej wodzie utopi... Co mu
ostawili? Nic, tylko pamięć, kim był, i rozeznanie nędzy. A to przecie męka nad męki...
Może tam gdzieś pod kościołem albo przy drodze siedział, a Zbyszko przejeżdżał i nie
poznał go. Może i on słyszał głos Zbyszkowy, ale zawołać na niego nie mógł... Hej!... Nie
mogę od śluz!... Cud Bóg uczynił, iżeście go spotkali i dlatego mniemam, że i jeszcze
większy uczyni, choć Go o niego niegodne i grzeszne wargi moje proszą.
- A cóż Zbyszko więcej powiadał? Dokąd jechał? - pytał Maćko.
- Powiadał tak: "Wiem, iże była Danuśka w Szczytnie, ale oni ją porwali i albo zamorzyli,
albo wywieźli. Stary de Lowe, powiada, to uczynił, i tak mi dopomóż Bóg, jako wprzód nie
spocznę, nim go dostanę".
- Także powiadał? To pewno ku wschodnim komturiom wyjechał, ale tam teraz wojna.
- Wiedział, że wojna, i dlatego do kniazia Witolda pociągnął. Powiadał, iż prędzej przez
niego coś przeciw Krzyżakom wskóra niż przez samego króla.
- Do kniazia Witolda! - zawołał, zrywając się. Maćko, po czym zwrócił się do Jagienki:
-Widzisz, co to rozum! Nie gadałżem tego samego? Przepowiadałem jako żywo, że przyjdzie
nam iść do Witolda...
- Zbyszko miał nadzieję - ozwał się ksiądz Kaleb - iże Witold do Prus wtargnie i
tamtejszych zamków będzie dobywał.
- Jeśli mu dadzą czas, to i nie omieszka - odparł Maćko. -No! chwalić Boga, wiemy
przynajmniej, gdzie Zbyszka szukać.
- To i trzeba nam zaraz ruszyć! - rzekła Jagienka.
- Cichaj! - zawołał Maćko. - Nie przystoi pachołkom z radami się odzywać.
To rzekłszy, spojrzał na nią znacząco, jakby przypominając jej, że jest pachołkiem, a ona
upamiętała się i umilkła.
Zaś Maćko pomyślał chwilę i rzekł:
- Jużci, Zbyszka teraz najdziem, bo pewnie nie gdzie indziej, tylko przy boku kniazia
Witoldowym będzie, ale trzeba by raz wiedzieć, czy on ma jeszcze czego po świecie szukać
prócz tych łbów krzyżackich, które ślubował?
- A jakoże to przeznać? - spytał ksiądz Kaleb.
- Źebym wiedział, że ten ksiądz szczytnieński wrócił już z synodu, tobym go chciał
widzieć - odpowiedział Maćko. - Mam listy Lichtensteina i do Szczytna mogę przezpiecznie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional