lektory on-line

Krzyżacy - Strona 317

Ksiądz Kaleb nie odpowiedział nic, może nie dosłyszał, gdyż oczy miał jeszcze jakby
nieprzytomne i istotnie widać było, iż się poprzednio całkiem w modlitwie zapamiętał.
Więc zakrył teraz twarz rękoma i czas jakiś siedział w milczeniu. Wreszcie wstrząsnął
się, przetarł dłońmi oczy i źrenice, po czym rzekł:
- Teraz pytajcie.
- Jakim sposobem pozyskał sobie Zbyszko wójta sambińskiego?
- Już on nie jest wójtem sambińskim...
- Mniejsza z tym... Wy miarkujcie, o co pytam, i prawcie, co wiecie.
- Pozyskał go sobie na turnieju. Ulryk rad się w szrankach potyka, potykał ci się i ze
Zbyszkiem, bo było siła gości rycerskich w Malborgu i mistrz gonitwy wyprawił. Pękł
Ulrykowi poprąg w siodle i łacno go mógł Zbyszko z konia zbić, ale on, to ujrzawszy,
prasnął glewię o ziem i jeszcze chwiejącego się podtrzymał.
- Hej! Ano widzisz! - zawołał Maćko, zwracając się do Jagienki. - Za to go Ulryk pokochał?
- Za to go pokochał. Nie chciał już z nim gonić na ostre ani na tępe kopie i pokochał go.
Zbyszko też powiedział mu swoje utrapienia, a ów, że to o cześć rycerską jest dbający,
okrutnym gniewem zapłonął i do brata swego, mistrza, Zbyszka na skargę zaprowadził. Bóg
da mu za to zbawienie, bo niewielu jest między nimi, którzy miłują sprawiedliwość. Mówił
mi też Zbyszko, że pan de Lorche wielce mu dopomógł przez to, iż go tam dla wielkiego
rodu i bogactw szanują, a on zasie we wszystkim za Zbyszkiem świadczył.
- A co ze skargi i z onego świadectwa przyszło?
- Przyszło to, iż wielki mistrz surowie komturowi szczyt-nieńskiemu przykazał, aby
wszystkich jeńców i więźniów, jacy są w Szczytnie, duchem do Malborga odesłał, samego
Juranda nie wyjmując. Komtur co do Juranda odpisał, iż z ran umarł i tamże przy kościele
jest pogrzebion. Innych jeńców odesłał, między którymi była dziewka niedojda, ale naszej
Danusi nie było.
- Wiem od giermka Hlawy - rzekł Maćko - iż Rotgier, ten, który od Zbyszka zabit, też na
dworze księcia Januszowym o takiej dziewce-matołce wspominał. Mówił, że ją mieli za
Juran-dównę, a gdy mu księżna odpowiedziała, że przecie prawą Jurandównę znali i
widzieli, jako nie była matołka, rzekł: "Iście prawda, ale myślelim, że ją złe
przemieniło".
- To samo napisał komtur mistrzowi - iże ową dziewkę nie w więzieniu, jeno na opiece
mieli, wpoprzód ją zbójcom odjąwszy, którzy przysięgali, że to przemieniona Jurandówna.
- I mistrz uwierzył?
- Sam nie wiedział, czyli ma wierzyć, czy nie wierzyć, ale Ulryk jeszcze większym gniewem
zapłonął i wymógł na bracie, aby urzędnika zakonnego ze Zbyszkiem do Szczytna posłał, co
też się stało. Przyjechawszy do Szczytna, starego komtura już nie zastali, bo na wojnę z
Witoldem ku wschodnim zamkom wyruszył, jeno podwójciego, któremu urzędnik kazał wszystkie
sklepy i podziemia otworzyć. Za czym szukali i szukali, i nic nie znaleźli. Brali też
ludzi na spytki. Jeden sam powiedział Zbyszkowi, że od kapelana można się siła
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional